Środkowy
kadry siatkarzy Daniel Pliński jest przekonany, że Polska awansuje do mistrzostw
Europy - czytamy w "Przeglądzie Sportowym".
PRZEGLĄD SPORTOWY: Pokonaliście Belgów w pierwszym meczu barażowym o
awans do finałów mistrzostw Europy, ale tylko 3:2. Wszyscy kibice
oczekiwali chyba, że będzie łatwiej? DANIEL PLIŃSKI: Szczerze mówiąc ja też myślałem, że szybciej sobie
poradzimy z rywalami. Zresztą nawet początek meczu to potwierdzał: prowadziliśmy
chyba 8:4, potem 10:5 i wszystko szło tak, jak powinno. Przynajmniej tak się
wydawało. Moim zdaniem, graliśmy lepiej niż Belgowie w tym pierwszym secie, a go
przegraliśmy. Tak się czasem zdarza. Gdybyśmy wygrali, skończyłoby się zapewne
3:0, a w najgorszym razie 3:1 i sytuacja przed rewanżem w Kędzierzynie byłaby
jeszcze lepsza. Ale i tak wygrana w Antwerpii daje nam pewien komfort.
Brak awansu do mistrzostw Europy byłby dramatem dla polskiej siatkówki...
Nie musi mi pan tego przypominać. Zapewniam że wszyscy zdajemy sobie z tego
sprawę. Wiemy, że trzeba się mocno sprężyć i wywalczyć ten awans do
przyszłorocznego turnieju w Turcji. Żadna mocna drużyna nie może pozwalać sobie
na to, aby przez dwa lata nie brać udziału w ważnej imprezie, a jedynie
występować w komercyjnej Lidze Światowej.(..)
W Belgii, a wcześniej w Spale, panowała raczej atmosfera mobilizacji, czy
przygaszenia porażką w Pekinie?
Fakt, że się podnieśliśmy i zmobilizowaliśmy po pierwszym przegranym secie
świadczy o tym, że dobrze się rozumieliśmy. To był optymalny skład na tę chwilę
i każdy z nas o tym wiedział. Tworzyliśmy fajną grupę.
W weekend skończy się ciężki sezon w reprezentacji, a na odpoczynek nie
będzie czasu. Wytrzyma pan teraz cały sezon w klubie?
Nie mam innego wyjścia. To będzie zresztą nowe wyzwanie, bo Skra ma walczyć o
sukcesy w Europie i ma skład, z którym jest to możliwe.