data dodania: 30.01.2008; źródło: Gazeta Wyborcza

Daniel Pliński, środkowy PGE Skry Bełchatów, twierdzi, że jego drużyna na dziesięć spotkań z Buducnostią Podgorica na pewno wygra dziewięć. W środę może pozwolić sobie nawet na tę jedyną porażkę, byleby 2:3.

Dwa sety dzielą Skrę od pełni szczęścia, jakim jest pierwszy w historii klubu występ w Final Four.

Daniel Pliński: Nie wolno myśleć do dwóch setach, ale wyjść na boisko i wygrać. Jeśli zagramy tak, jak potrafimy, to będzie dobrze.

Co znaczy zagramy, jak potrafimy? Czy tak jak z AZS Olsztyn?

- Myślę, że to powinno wystarczyć, chociaż z siatkówce zdarzają się niespodzianki. W sobotę w AZS świetnie zagrali skrzydłowi, a przecież mówi się, że to podstawa do zwycięstwa. To jednak my okazaliśmy się lepsi, co jeszcze bardziej cieszy.

Znów jednak zdarzyły wam się przestoje. Trener Castellani uważa, że to wynik zbytniej wiary w swoje możliwości.

- Zgadzam się z tym w 100 procentach. Dostaliśmy ostatnio dwa prztyczki w nos, ale na szczęście wygraliśmy w bardzo dobrze prezentującym się Olsztynem. Nie wiem, skąd bierze się takie uspokojenie. Na przykład w meczu z Panathinaikosem brakowało nam radości w grze. Mam nadzieję, że w Podgoricy będzie lepiej.

Macie nóż na gardle, bo porażka może sprawić, że nie zagracie w Final Four.

- Lubię spotkania o dużą stawkę, więc się nie boję. Uważam, że na dziesięć spotkań z Buducnostią wygramy dziewięć. Mam nadzieję, że teraz nie będzie tego jedynego (śmiech). Trzeba jednak pamiętać, że na wyjazdach dzieją się różne rzeczy. Choć wystarczą nam zwycięstwa w dwóch partiach, to zamierzamy wygrać, najlepiej w trzech setach.

Jak według pana zagrają rywale?

- Oni też poczuli szansę, więc będą odczuwać ciśnienie i nie będą mogli zagrać na luzie. Na pewno zaryzykują zagrywką, a my musimy sobie z tym poradzić. Uważam jednak, że wszystkie atuty są po naszej stronie. Jestem pewien, że Skra wciąż będzie w Lidze Mistrzów, z dużymi szansami na jej wygranie.