W
środę i w czwartek w katowickim Spodku polscy siatkarze zmierzą się z Brazylią.
- Te mecze mogą dać odpowiedź, na co nas stać w finale Ligi Światowej -
twierdzi odpoczywający od reprezentacyjnych obowiązków Daniel Pliński.
Co słychać u wielkiego nieobecnego w siatkarskiej kadrze? - Dziękuję, wszystko dobrze. Dbam o zdrowie, wzmacniam bark, ćwicząc na
siłowni, od czasu do czasu biegam, żeby mi brzuch nie urósł, no i kibicuję
kolegom.
Ten brzuch to pewnie rośnie podczas plażowania w ukochanej Zatoce Puckiej?
- Powiem szczerze, że kilka razy z rodziną na plażę się wybrałem. Byliśmy
m.in. w Rozewiu i w Chałupach. Ale za dużo się nie leniłem.
Mówisz, że kibicujesz kolegom, to przyznaj się, ile meczów kadry w
tegorocznej Lidze Światowej widziałeś.
- Siedem albo osiem.
I jak wrażenia, zadowolony?
- Nawet bardzo. Ta drużyna pokazuje charakter, wykreował się w niej lider,
którym jest Bartek Kurek, no i gra całego zespołu jest naprawdę fajnie
poukładana. Widać siłę tej ekipy.
Zespół Andrei Anastasiego przypomina ci drużynę Daniela Castellaniego,
która dwa lata temu zdobyła mistrzostwo Europy?
- Myślę, że zespół z Izmiru był zdecydowanie bardziej doświadczony. Ale duże
podobieństwo na pewno jest w tym, że i teraz brakuje wielu znanych siatkarzy,
którzy teoretycznie mieliby pewne miejsce w reprezentacji. Ale muszę uczciwie
powiedzieć, że z tymi ludźmi, których nie ma kadra wcale nie musiałaby grać
lepiej.
No właśnie - wygląda na to, że ciebie, Mariusza Wlazłego, czy Michała
Winiarskiego po powrocie będzie czekała naprawdę poważna rywalizacja z
chłopcami, którzy pokazują się pod waszą nieobecność.
- Najpierw to trzeba dostać powołanie, a dopiero później myśleć o walce.
Każdy z nas musiał sobie zrobić przerwę i zdawał sobie sprawę z tego, że mówiąc
"dosyć, stop", może na dobre stracić miejsce w reprezentacji. Wiem, że mogę
miejsca w tej kadrze nie odzyskać. Cóż, takie życie. Nie miałem wyboru, musiałem
się wyleczyć. A dziś mogę się tylko cieszyć, że młodsi koledzy są coraz lepsi.
Ale z tego, co wiem, nikt was nie skreśla. Z trenerem Anastasim chyba się
dogadaliście?
- Też tak myślę. Rozmowy były spokojne i merytoryczne, każdy przedstawił
swoje argumenty i wszyscy nawzajem się zrozumieliśmy.
Okazją do kolejnego spotkania z trenerem będzie dla ciebie lipcowy finał
Ligi Światowej? Z Pucka do Trójmiasta nie jest daleko, więc pewnie na turniej
się wybierzesz?
- Bardzo mocno się nad tym zastanawiam, ale chyba raczej zostanę w domu. Na
miejscu mocno bym przeżywał, że nie ma mnie z chłopakami na boisku. Przed
telewizorem mecze ogląda się dużo łatwiej.
Dziś i jutro, oglądając mecze z Brazylią, będziesz się denerwował?
- W Brazylii graliśmy rewelacyjną siatkówkę i mogliśmy wygrać nawet oba
mecze. Niestety, z Brazylią tak to jest, że jak się nie wykorzystuje swoich
szans, to się przegrywa. Oni bardzo szybko odwracają przebieg spotkania. W
Katowicach będzie nam zdecydowanie trudniej ze względu na presję. Wiadomo, jak
bardzo kibicom marzą się zwycięstwa nad najlepszą drużyną świata. A szczególnie
w magicznym Spodku.
Trener Anastasi mówi, że chce medalu Ligi Światowej. Myślisz, że to realny
cel?
- Mecze z Brazylią mogą dać odpowiedź na to pytanie. Ale na dziś myślę, że
jest duża szansa na taki medal.
A Ty kiedy wracasz do gry o medale?
- Wszystko zależy od trenera. Ale mam już 2,5 miesiąca wolnego, więc zdążyłem
odpocząć.
Czyli we wrześniu chciałbyś bronić mistrzostwa Europy? - Nie mówię "nie".