Data dodania: 29.06.2011, źródło: Dziennik Metro

W środę i w czwartek w katowickim Spodku polscy siatkarze zmierzą się z Brazylią. - Te mecze mogą dać odpowiedź, na co nas stać w finale Ligi Światowej - twierdzi odpoczywający od reprezentacyjnych obowiązków Daniel Pliński.

Co słychać u wielkiego nieobecnego w siatkarskiej kadrze?

- Dziękuję, wszystko dobrze. Dbam o zdrowie, wzmacniam bark, ćwicząc na siłowni, od czasu do czasu biegam, żeby mi brzuch nie urósł, no i kibicuję kolegom.

Ten brzuch to pewnie rośnie podczas plażowania w ukochanej Zatoce Puckiej?
- Powiem szczerze, że kilka razy z rodziną na plażę się wybrałem. Byliśmy m.in. w Rozewiu i w Chałupach. Ale za dużo się nie leniłem.

Mówisz, że kibicujesz kolegom, to przyznaj się, ile meczów kadry w tegorocznej Lidze Światowej widziałeś.
- Siedem albo osiem.

I jak wrażenia, zadowolony?
- Nawet bardzo. Ta drużyna pokazuje charakter, wykreował się w niej lider, którym jest Bartek Kurek, no i gra całego zespołu jest naprawdę fajnie poukładana. Widać siłę tej ekipy.

Zespół Andrei Anastasiego przypomina ci drużynę Daniela Castellaniego, która dwa lata temu zdobyła mistrzostwo Europy?
- Myślę, że zespół z Izmiru był zdecydowanie bardziej doświadczony. Ale duże podobieństwo na pewno jest w tym, że i teraz brakuje wielu znanych siatkarzy, którzy teoretycznie mieliby pewne miejsce w reprezentacji. Ale muszę uczciwie powiedzieć, że z tymi ludźmi, których nie ma kadra wcale nie musiałaby grać lepiej.

No właśnie - wygląda na to, że ciebie, Mariusza Wlazłego, czy Michała Winiarskiego po powrocie będzie czekała naprawdę poważna rywalizacja z chłopcami, którzy pokazują się pod waszą nieobecność.
- Najpierw to trzeba dostać powołanie, a dopiero później myśleć o walce. Każdy z nas musiał sobie zrobić przerwę i zdawał sobie sprawę z tego, że mówiąc "dosyć, stop", może na dobre stracić miejsce w reprezentacji. Wiem, że mogę miejsca w tej kadrze nie odzyskać. Cóż, takie życie. Nie miałem wyboru, musiałem się wyleczyć. A dziś mogę się tylko cieszyć, że młodsi koledzy są coraz lepsi.

Ale z tego, co wiem, nikt was nie skreśla. Z trenerem Anastasim chyba się dogadaliście?
- Też tak myślę. Rozmowy były spokojne i merytoryczne, każdy przedstawił swoje argumenty i wszyscy nawzajem się zrozumieliśmy.

Okazją do kolejnego spotkania z trenerem będzie dla ciebie lipcowy finał Ligi Światowej? Z Pucka do Trójmiasta nie jest daleko, więc pewnie na turniej się wybierzesz?
- Bardzo mocno się nad tym zastanawiam, ale chyba raczej zostanę w domu. Na miejscu mocno bym przeżywał, że nie ma mnie z chłopakami na boisku. Przed telewizorem mecze ogląda się dużo łatwiej.

Dziś i jutro, oglądając mecze z Brazylią, będziesz się denerwował?
- W Brazylii graliśmy rewelacyjną siatkówkę i mogliśmy wygrać nawet oba mecze. Niestety, z Brazylią tak to jest, że jak się nie wykorzystuje swoich szans, to się przegrywa. Oni bardzo szybko odwracają przebieg spotkania. W Katowicach będzie nam zdecydowanie trudniej ze względu na presję. Wiadomo, jak bardzo kibicom marzą się zwycięstwa nad najlepszą drużyną świata. A szczególnie w magicznym Spodku.

Trener Anastasi mówi, że chce medalu Ligi Światowej. Myślisz, że to realny cel?
- Mecze z Brazylią mogą dać odpowiedź na to pytanie. Ale na dziś myślę, że jest duża szansa na taki medal.

A Ty kiedy wracasz do gry o medale?
- Wszystko zależy od trenera. Ale mam już 2,5 miesiąca wolnego, więc zdążyłem odpocząć.

Czyli we wrześniu chciałbyś bronić mistrzostwa Europy?
- Nie mówię "nie".