data dodania: 19.06.2007; źródło: Przegląd Sportowy

KD: Drużyna Jona Uriante bardzo Wam pomogła wygrać ten mecz, popełniając aż 27 niewymuszonych błędów (przy 15 Polaków).
Daniel Pliński: Spojrzałbym na to inaczej. To my, dzięki świetnym zagrywkom Mariusza Wlazłego, potrafiliśmy wygrać drugi set, mimo prowadzenia rywali 23:30. To pokazuje, że jesteśmy dobrą, pewną siebie drużyną. Inni się szarpią, wysilają, wysoko z nami prowadzą, ale w ostatecznym rozrachunku, to my wygrywamy. Przypadek? Czy nie za dużo tych przypadków? Ja uważam, że wicemistrzostwo świata dodało nam pewności.

- Młodzi Argentyńczycy pozwolili wam wygrać, ale Bułgarzy nie pozwolą już sobie na tak głupie błędy, jakie popełniał Gustavo Schotis, psując ataki w karygodny sposób.

- Scholtis w pierwszym meczu był znacznie bardziej skuteczny, ale my znaleźliśmy ustawienie w bloku i taktykę. Wymusiliśmy na nim te błędy. W tym nie było przypadku. A co do Bułgarii, przypomnę tylko, że w półfinale mistrzostw świata prowadzili z nami 23:21 i mieli piłkę w górze. A mimo to przegrali.

- Jak będzie zatem w najbliższych meczach w Warnie, które są dla was pierwszą poważną próbą w tym sezonie? Bo Argentyna i Chiny do potentatów nie należą.


- Mam przeczucie, że wygramy w Warnie oba mecze. Budzę się codziennie rano z przekonaniem, że to my awansujemy do turnieju finałowego z pierwszego, a Bułgarzy z drugiego miejsca. Nie grałem nigdy w Warnie, ale koledzy opowiadają, że tam trudno jest o dobry wynik. Publiczność reaguje żywiołowo, a sędziowie lubią robić numery. Ale to my jesteśmy wicemistrzami świata, a oni tylko brązowymi medalistami. A brak Mateja Kazijskiego chyba nie będzie miał wielkiego wpływu na grę Bułgarów, bo do gry wraca Plamen Konstantinow, jeden z filarów tego zespołu.

- Niektórzy członkowie polskiej ekipy twierdzą, że rozgrywanie meczów Ligi Światowej w takich miejscach jak Catamarca jest nieporozumieniem. Organizacyjnie wiele rzeczy jest poniżej krytyki.

- Mam w tej sprawie inne zdanie. Może nie wszystko wygląda w Argentynie idealnie, ale Liga Światowa jest po to, żeby kibice nawet w mniejszych miastach mogli zobaczyć siatkówkę na najwyższym poziomie. Ludzie w Catamarce, miasta przy chilijskiej granicy, nie należą do najbogatszych, panuje tu bieda. Liga Światowa to dla nich wielkie święto. A przy polskich standardach wszystkie kraje wysiadają. Czy są to Chiny, Argentyna, czy mistrzostwa świata w Japonii.