Zrobię
wszystko żeby wystąpić w Pekinie – deklaruje Daniel Pliński i gra z
pękniętą kością piszczelową, bo operacja mogłaby pozbawić go szansy wyjazdu na
igrzyska olimpijskie.
Zacznijmy od końca. Po waszym powrocie z Izmiru kilka osób zaczęło domagać
się zwolnienia Raula Lozano. Może to był dobry pomysł?
Dobry?! Mam inne zdanie. Kiedy usłyszałem o tym, że Raul może zostać odwołany,
serce mocno mi zabiło. Pomyślałem nawet o tym żeby namówić chłopaków i napisać
do związku list z poparciem dla trenera. Ale nie będzie to potrzebne, bo trener
zostaje. Na szczęście.
Kandydatem do objęcia posady selekcjonera miałby być pana trener ze Skry
Bełchatów Daniel Castellani. Pan by chyba nie narzekał?
Bardzo cenię Daniela. To świetny trener. Ale Raul Lozano też jest znakomitym
fachowcem i - przede wszystkim - pracuje z nami trzy lata. Nowy selekcjoner
miałby tylko miesiąc na poskładanie wszystkich klocków. To zdecydowanie za mało.
Dlatego uważam, że przed igrzyskami nie powinno być zmiany. Bardzo się cieszę,
że wszystko zostanie tak jak jest, z pożytkiem dla klubu i reprezentacji. Daniel
świetnie nas przygotuje w klubie, z czego Raul Lozano na pewno będzie się
cieszył.
Nie dziwi pan fakt, że selekcjoner reprezentacji Polski nie przyjeżdża na
mecze finałowe Polskiej Ligi Siatkówki i nie rozmawia z działaczami oraz
trenerami czołowych klubów?
Nie mnie to oceniać. Każdy ma swoje metody i styl pracy. Raul Lozano nie chce
być posądzany o wtrącanie się w pracę trenerów klubowych i jest w swoim
działaniu konsekwentny.
Tak jak kapitan reprezentacji Piotr Gruszka popiera pan Lozano. Ale czy
Argentyńczyk nie popełnił błędów? Czy formuła waszej współpracy nie wypaliła
się?
Błędy popełnia każdy, ale Raul wykonuje z naszą reprezentacją świetną robotę. To
bardzo dobry trener, któremu wciąż ufamy. Przynajmniej ja ufam mu w stu
procentach. Ktoś powie, że nie do końca jestem obiektywny, bo Lozano to pierwszy
trener, który powołał mnie do reprezentacji. Ale ja wiem, co mówię – odwołanie
Raula przed igrzyskami to byłby gol samobójczy.
Ale chyba nie wszyscy podzielają pańskie poglądy. Grzegorz Szymański, którego
Lozano wyrzucił z kadry ma na pewno inne zdanie.
O sprawie Grześka nie chcę się wypowiadać, choć mam swoje zdanie. Zatrzymam je
jednak dla siebie.
Mariusz Wlazły też może nie chcieć umierać za Argentyńczyka.
Nie siedzę w głowie Mariusza, ale wiem jedno – bez niego przegraliśmy dwie
imprezy. Najpierw mistrzostwa Europy w Moskwie, a teraz turniej w Izmirze. To
świadczy o tym, że „Szampon” jest reprezentacji bardzo potrzebny. Ale musi być w
stu procentach zdrowy i gotowy do podjęcia wyzwania. Ani on, ani nikt inny nie
musi umierać za Lozano. Przecież tu nie chodzi o Raula, ale o igrzyska
olimpijskie! Ja dałbym się pokroić za to żeby jechać do Pekinu i zdobyć tam
medal. Dla siebie, kolegów i dla kraju. Myślę, że Mariusz też to rozumie.
A czy pan jest w stanie zrozumieć postawę Hiszpanów, którzy w meczu z
Holandią w Izmirze zagrali w rezerwowym składzie, pozbawiając was szansy na
awans do półfinału?
Taka postawa nie mieści się w moim kanonie wartości. Delikatnie mówiąc, to było
niesportowe zachowanie. Polska reprezentacja na pewno by tak nie postąpiła.
Czy aby na pewno? Mając awans w kieszeni Lozano posadziłby na ławce
najbardziej zmęczonych i narzekających na urazy zawodników. A przecież niemal
każdego z was coś boli.
Może jeden, czy dwóch graczy siadłoby na ławce, ale na pewno nie cała szóstka!
Tak się nie robi. Inna sprawa, że nasza druga szóstka wcale nie jest gorsza od
pierwszej, a Hiszpania rezerwy ma słabe. Zgadzam się z Hiszpanami w jednym, to
my sami przegraliśmy sobie ten awans. I pretensje możemy mieć tylko do siebie.
A co pan powie na rewanż na drużynie Mendeza w maju? Teoretycznie jest
możliwe, że traficie do tego samego turnieju interkontynentalnego.
Czemu nie? Po tym co oni zrobili, jest w nas tyle złości, że nie mieliby szans
na kolejne zwycięstwo.
Lozano po turnieju był zadowolony z formy zaprezentowanej przez polski
zespół. Pan też mówił po porażce z Hiszpanią, że zagraliście dobry mecz. To
czemu, skoro jest tak dobrze, wyszło tak źle?
Gdyby w turnieju obowiązywała punktacja taka jak w lidze polskiej i włoskiej
(trzy punkty za zwycięstwo 3:0 i 3:1, dwa za wygraną 3:2, jeden za porażkę 2:3 i
zero za porażkę 0:3 i 1:3 – przyp. red.) to my wygralibyśmy grupę z pięcioma
punktami. Stać nas było nawet na wygranie turnieju.
To czemu tak szybko musieliście pakować torby?
Zagraliśmy dwa dobre mecze, z Włochami oraz Hiszpanią i jeden słabszy z
Holandią. Sami jesteśmy sobie winni, bo w obu przegranych spotkaniach wysoko
prowadziliśmy i oba powinniśmy wygrać. Przegraliśmy po frajersku. Dość
powiedzieć, że w decydującym meczu z Holandią od stanu 12:9 dla nas Holendrzy
nie zdobyli żadnego punktu z ataku. To my popełnialiśmy błędy.
No właśnie. Kibice będą pamiętali, że trzy nieudane ataki miał w końcówce
tego meczu Piotr Gruszka. Ale dwa pana uderzenia także zostały podbite przez
Holendrów.
To prawda. Każdy z nas dorzucił swoją cegiełkę do tej porażki. Ale teraz nie ma
sensu rozpamiętywać kto, co, jak i dlaczego. Nie ma sensu szukać kozła
ofiarnego. I nikt z nas tego nie robi.
Atmosfera w zespole przed i po mistrzostwach Europy nie była najlepsza. Chce
mi pan powiedzieć, że teraz już się wszyscy kochacie jak aniołki?
Kochać się nie musimy, ale atmosfera jest naprawdę bardzo dobra. Życzyłbym
takiej wszystkim zespołom, czy to reprezentacyjnym, czy klubowym. Może mi pan
wierzyć, albo nie, ale po meczu nikt z nas nie szukał winnych, nikt nikogo nie
oskarżał. Przegraliśmy jako zespół i jako zespół bierzemy za to
odpowiedzialność.
Pytanie tylko o jakim zespole mówimy w perspektywie majowego turnieju
interkontynentalnego. W Izmirze nie było sześciu wicemistrzów świata. Byli za to
Dawid Murek, Krzysztof Gierczyński, Bartosz Kurek czy Marcin Wika. Jak teraz
wygląda ta najsilniejsza reprezentacja Polski?
Raul Lozano chyba się cieszy, że ma kłopoty bogactwa, zwłaszcza wśród
przyjmujących. Na tej pozycji do gry kandyduje siedmiu, a nawet ośmiu
zawodników. Prawdziwym liderem zespołu był w Izmirze Dawid Murek. To jest wielki
gracz, prawdziwy wojownik i wszyscy musimy mieć nadzieję, że zdrowie pozwoli mu
na dalszą grę w reprezentacji. W Turcji bardzo za to brakowało Michała
Winiarskiego i Łukasza Kadziewicza. Ten pierwszy to filar drużyny na przyjęciu,
„Kadziu” oprócz tego, że jest bardzo dobry na środku siatki, także świetnie
zagrywa. Pamiętajmy o tym, że w Turcji nie było trzech zawodników, którzy mają
bardzo dobrą zagrywkę, Kadziewicza, Wlazłego i Winiarskiego.
A zagrywka to był najgorszy element w waszym wykonaniu w Izmirze.
Rzeczywiście, zdobyliśmy z serwisu bardzo mało punktów. Właśnie wracam z
treningu w Bełchatowie podczas, którego pracowałem głównie nad zagrywką.
A co z wizytą u lekarza? Ma pan poważną kontuzję kości piszczelowej, o której
wiedzieli tylko nieliczni.
Nigdy nie narzekam na stan zdrowia. Jak coś mnie boli, to zaciskam zęby i gram.
Taki mam charakter. Ale teraz mogę przyznać, że w meczu z Holandią ból był
naprawdę duży.
Gra pan od wielu miesięcy z pękniętą kością, a lekarze mówią, że Pliński
powinien poddać się operacji.
Pęknięcie ma 6 milimetrów i od dłuższego czasu się nie powiększa. Wiem, że brzmi
to dramatycznie, ale naprawdę sprawa nie jest aż tak poważna. Każdego siatkarza
coś tam boli, każdy ma jakieś kłopoty zdrowotne. Jestem pod stałą opieką
lekarzy, a tabletki przeciwbólowe nadal na mnie działają. Rozmawiałem z
lekarzami, którzy twierdzą, że większość zawodników mających podobny problem
poddaje się operacji. Wiem, że wcześniej, czy później i ja będę musiał tak
zrobić. Staram się jednak ten moment odwlec. Wyobraża pan sobie, że teraz poddam
się zabiegowi i nie pojadę na igrzyska? Jeszcze nie zwariowałem.