A jak AZBEN....
Jest to mój fantastyczny piesek, bokserek, najlepszy przyjaciel rodziny. Właściwie on jest częścią naszej rodziny, jest z nami wszędzie tam, gdzie tylko da się go zabrać. W samochodzie zajmuje zazwyczaj miejsce obok mojej córeczki.

B jak BLOK....
Za to jestem odpowiedzialny na boisku, i za to jestem rozliczany, dlatego też na tym elemencie najmocniej się koncentruję. Gdybym miał rozliczyć siebie samego za miniony sezon? Bardzo słaba runda zasadnicza, play off myślę że już niezły w moim wykonaniu. Generalnie jednak ten sezon był bardzo trudny dla wszystkich reprezentantów, którzy byli w Japonii, a potem praktycznie z biegu wrócili do rozgrywek ligowych. Nie chcę tutaj mówić, że byłem przemęczony, bo to nieprawda, ale na pewno czułem w kościach długi okres przygotowań, i sam japoński turniej.

C jak CÓRKA....
Ma 16 miesięcy i jest oczkiem w głowie tatusia. Ma już kilka ząbków, i powolutku zaczyna wymawiać pierwsze słówka. „Mama”, „tata” mówi już dość długo, a na naszego psa woła „Benio” (podobnie zresztą jak i my). Nasz ukochany bokser w ogóle nie jest zazdrosny o Julię, a nawet mogę powiedzieć, że świetnie się dogadują, co mnie osobiście bardzo cieszy. Każdą wolną chwilę spędzam ze swoją córką, choć niestety nie ma ich tak dużo, jak bym sobie życzył.

D jak DOSKONAŁOŚĆ....
Każdy z nas dąży do tego, żeby być doskonałym, ja również. Na razie jeszcze bardzo dużo mi do tego brakuje. Gdybym miał określić w skali 1-10, przyznałbym sobie 3 punkty. Mam nadzieję, że starczy mi życia, aby dobrnąć przynajmniej do 8 - może gdzieś tak około osiemdziesiątego roku będę blisko celu. Niestety, moja rodzina niekoniecznie jest długowieczna....(śmiech).

E jak EDUKACJA....
Swoją edukację zakończyłem na szkole średniej, i przyznam że przestaje mi to wystarczać. Jedno jest pewne - po zakończeniu kariery siatkarskiej chciałbym pracować z młodzieżą, jako nauczyciel lub trener, nie wiem jeszcze dokładnie. Najprawdopodobniej skończę jakiś kurs trenerski i będę uczył dzieci u siebie, w Pucku. Mógłbym pracować z dziećmi nawet za darmo, po prostu dla przyjemności, bo bardzo kocham dzieci. Z czego będę wtedy żył? Mam nadzieję, że z oszczędności. Dlatego też bardzo mocno liczę na wyjazd z kraju i na to, że wreszcie będę zarabiał tak, jak przystało na reprezentanta Polski. Do tej pory tak nie było. Teraz podpisałem bardzo dobry kontrakt w Bełchatowie, i na razie odstawiam na bok plany wyjazdowe.

F jak FRYZURA....
Zrobiłem chyba najbardziej zwariowaną rzecz w życiu, myślę tutaj o przefarbowaniu włosów na blond. Moja żona była bardzo zaskoczona, kiedy usłyszała co zamierzam zrobić, ale ostatecznie jej się spodobało. W gruncie rzeczy jednak nie jestem osobą szaloną i nie zachowuję się w sposób ekstrawagancki. Ale muszę przyznać, że lubię siebie jako blondyna...(śmiech). Pomysł o przefarbowaniu włosów zrodził się najprawdopodobniej (bo do końca nie jestem pewien) z zakładu pomiędzy Kadziem a trenerem Totolo, który obiecał Łukaszowi, że jak wygramy czwarty półfinałowy mecz z Olsztynem, to przefarbuje włosy na blond. Potem ja rzuciłem pomysł, że może wszyscy zmienimy kolor, no i poszło….najwięcej problemów mieliśmy z przekonaniem Przemka Michalczyka - reszta nie miała żadnych oporów.

G jak GRA....
Siatkówka jest sportem mojego życia i nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego. Wszystko co robię, kręci się wokół siatkówki, i to jej poświęcam najwięcej czasu i energii. Gdybym jednak z jakiegoś powodu nie mógł grać w siatkówkę, to najprawdopodobniej zdecydowałbym się na tenis. Kiedyś dość często pogrywałem w tenisa i sprawiało mi to dużo przyjemności.

H jak HAZARD....
Bardzo lubię grać w karty i bardzo często to robię. Poker to jest moja ulubiona gra, i bardzo często gramy w pokera podczas zgrupowań kadry. Już niedługo zaczynamy kolejne zgrupowanie, i mam nadzieję, że ten sezon będzie dobry, i karta będzie mi siedziała. Holdem texas poker – to moje najnowsze odkrycie ostatnich miesięcy. Śledzę na bieżąco turnieje telewizji, ale nie ukrywam, że na tym nie zamierzam poprzestać.

I jak IDEAŁ....
Wcześniej mówiłem o doskonałości, z którą bardzo blisko wiąże się dążenie do ideału, w sporcie, w życiu, w rodzinie. W życiu zawodowym dążenie do ideału w skali 1-10 oceniam na dwa. Jestem rozczarowany i zawiedziony, bo kilka tygodni temu po raz kolejny przegrałem mistrzostwo Polski. Niestety, to że bardzo dużo trenujesz i dajesz z siebie wszystko, nie zawsze wystarczy - trzeba jeszcze mieć dużo szczęścia. Myślę, że mój ideał w życiu zawodowym zbliży się do mnie, kiedy wyjadę do Włoch i przyznaję, że bardzo na to liczę. Ideał w rodzinie? Trzeba przede wszystkim dbać o siebie wzajemnie, spędzać razem jak najwięcej czasu i okazywać sobie jak najwięcej miłości.

J jak JĘZYK....
Niestety jak dotąd nie udało mi się opanować żadnego języka obcego. Bardzo chciałbym nauczyć się włoskiego. Mam to szczęście, że w ostatnim czasie trenuję z trenerami Lozano i Totolo, którzy mówią do nas po włosku, i coraz więcej już rozumiem. To jest kolejny powód, dla którego chciałbym wyjechać do Włoch.

K jak KAC...
 Kac moralny, to uczucie które w minionym sezonie towarzyszyło mi dość często. Na przykład po przegranym meczu z Rzeszowem (0:3 na własnym terenie – przyp. red.) nie mogłem spać kilka nocy, i bardzo się z tym męczyłem. Ale taki kac później pomaga w większej mobilizacji i skoncentrowaniu się na siatkówce, żeby wygrać kolejne spotkanie. Kac alkoholowy? Zdarza mi się naprawdę bardzo rzadko. Nie mam w zwyczaju nadużywać alkoholu i po prostu tego nie robię.
 
 L jak LENISTWO….
 Nie jestem leniwy, choć jako bardzo młody człowiek byłem. Na szczęście wyrosłem z tego. Nie lubię ludzi, którzy się nie przykładają do tego, co robią. Na przykład takich, którzy przychodzą na trening, tylko po to, by go zaliczyć, bo są akurat zmęczeni, byli na imprezie, albo jeszcze z jakiejś innej przyczyny. Ja na treningach zawsze daję z siebie wszystko, i strasznie mnie denerwuje, kiedy inni się „prześlizgują”, a to się niestety w minionym sezonie zdarzało.
 
 Ł jak ŁÓŻKO….
 Uwielbiam spać, i łóżko to bardzo ważna rzecz w moim życiu. W moim nowym domu, który zamierzam wybudować z pewnością znajdzie się miejsce na duże łóżko, bo siłą rzeczy musi być duże. Nie mam jednak jakichś specjalnych wymagań w tej kwestii – musi być po prostu wygodne i pasować do wystroju.
 
 M jak MEDAL….
 W złotym kolorze oczywiście. Dwa lata pod rząd byłem blisko zdobycia złota w Jastrzębiu, ale czegoś zbrakło. Krążek złotego koloru jakoś nie jest mi pisany….na mistrzostwach świata również musiałem się zadowolić srebrem. Teraz dołożę wszelkich starań, aby po raz kolejny stanąć na najwyższym podium ze Skrą, a w przyszłości marzy mi się złoto olimpijskie, chociaż w tym akurat wypadku zadowoliłbym się jakimkolwiek miejscem na podium.
 
 N jak NAUKA....
 Bardzo się męczę z tym, że nie skończyłem studiów. Oczywiście mam bardzo wygodne wytłumaczenie, że nie mam na to czasu, ale tak jak powiedziałem wcześniej, moim wielkim marzeniem jest, aby skończyć jakieś studia. Dziś trudno mi sprecyzować, co konkretnie chciałbym studiować Ta luka w wiedzy, którą posiadam wcześniej czy później da o sobie znać, i trzeba będzie nadrobić zaległości. Mam nadzieję, że starczy mi na to czasu i ochoty.

O jak OLIMPIADA….
 Moje największe marzenie siatkarskie. Myślę, że to już ostatni dzwonek, bo pojechać na turniej olimpijski. Mam nadzieję, że forma dopisze, i trener Lozano po raz kolejny postawi na mnie. Jeżeli nie pojadę na Igrzyska do Pekinu, to potem już tylko w roli trenera …chyba. Zdajemy sobie sprawę, że droga na Igrzyska Olimpijskie jest długa, ale z drugiej strony jesteśmy przecież wicemistrzami świata, i stawiamy sobie poprzeczkę wysoko. Przed nami pierwsza próba w Moskwie, na mistrzostwach Europy, i byłoby wspaniale już tam zapewnić sobie start w Pekinie.
 
 P jak PATRIOTYZM….
 Za każdym razem jak słyszę „Mazurka Dąbrowskiego”, to się tak samo wzruszam. A kiedy słyszę polski hymn w wykonaniu naszych wspaniałych kibiców, to wzruszam się podwójnie. Jeżeli człowiek (siatkarz) nie kocha barw narodowych, to nie ma mowy o godziwym reprezentowaniu kraju. Ja jestem nieustannie dumny, że gram w biało – czerwonej koszulce, i uwierz mi, nie przeżyłem w życiu piękniejszej chwili, niż wtedy kiedy stałem na podium ze srebrnym medalem mistrzostw świata na szyi.
 
 R jak ROSJA….
 Mecz z Rosją na mistrzostwach świata – największy stres i największa radość jednocześnie. Dużo zdrowia mnie kosztowało to spotkanie, podobnie jak wszystkich moich kolegów. Wyszliśmy jednak z niego obronną ręką, i od tamtej chwili chyba uwierzyliśmy, że możemy wygrać z każdym. Takiej radości, jak po wygraniu tamtego spotkania z Rosją nigdy wcześniej nie przeżywałem.
 
 S jak STRES….
 Stres jest nieodłączną częścią życia każdego sportowca. U mnie jest to jednak zdecydowanie stres motywujący do lepszej gry, powodujący większą koncentrację i wolę walki. Mam nawet taką swoją teorię na ten temat – jeżeli w nocy przed ważnym meczem śpię spokojnie, to wygrywamy, a jeżeli mam problemy ze snem, to znaczy że będzie ciężko…w większości przypadków moje przeczucia się sprawdzają.
 
 T jak TRAGEDIA….
 Przeżyłem w życiu dwie bardzo poważne tragedie, związane ze śmiercią dwóch moich bliskich przyjaciół. Kiedy w 2001 roku zginął w wypadku samochodowym mój partner w siatkówce plażowej i wielki przyjaciel Maciej Olszewski, odechciało mi się grać w plażówkę. Ta śmierć długo mi ciążyła, bo wydawało mi się, że gdybym wtedy pojechał razem z nim, to być może nie doszłoby do tragedii. Cztery lata później dostałem kolejny cios – śmierć Arka Gołasia, który również był moim serdecznym przyjacielem i przede wszystkim wspaniałym człowiekiem.

U jak URLOP….
 Pierwszy prawdziwy urlop od dawna. Wybieram się razem z żoną, córką i rodzinką Winiarskich na Kretę. Ostatni taki normalny urlop miałem 4 lata temu. Pojechaliśmy z żoną na dwutygodniowy wypoczynek, ale już po tygodniu miałem dość – chciałem wracać i chociaż trochę poodbijać piłkę. Teraz pewnie też trochę pogramy, bo nie wyobrażam sobie, żebym przez 10 dni mógł zupełnie nic nie robić. To nie będzie moja pierwsza wizyta w Grecji. Wcześniej, jeszcze kiedy grałem w „plażówkę” byłem na turnieju na Rodos.
 
 U jak UPÓR….
 Myślę, że to jedna z ważniejszych moich cech charakteru. Jestem uparty w dążeniu do celu, i kiedy sobie coś postanowię, to potrafię stanąć na głowie, aby tego dokonać. Upór i konsekwencja w pracy pozwoliły mi zdobyć trzykrotnie mistrzostwo Polski w siatkówce plażowej, a potem mimo nie najmłodszego już wieku doprowadziły mnie do kadry Raula Lozano.
 
 W jak WALKA, WALECZNOŚĆ….
 Jestem człowiekiem walecznym, lubię walczyć i mam chyba w sobie duszę wojownika. Nigdy nie odpuszczam i nigdy nie rezygnuję. Dlatego było mi bardzo przykro, kiedy po mistrzostwach świata wróciliśmy do klubu, praktycznie z marszu rozpoczynając ligę, i niektórzy zarzucali nam, kadrowiczom, że nie gramy na sto procent i odpuszczamy mecze. To nieprawda. Być może faktycznie trochę nam sukces namieszał w głowach, ale to szybko minęło. I jeżeli rzeczywiście było tak, jak mówił trener Ryszard Bosek, że w zespole był nie jeden, a sześciu trenerów, to dziś chciałbym go bardzo serdecznie za to przeprosić.
 
 Z jak ZDROWIE….
 Sportowcem jesteś tak długo, jak długo pozwala ci na to zdrowie. Niestety ja w końcówce sezonu ligowego, podobnie jak większość kolegów z Jastrzębia grałem na środkach przeciwbólowych. Miałem ogromne problemy z piszczelem, które ciągną się za mną od dłuższego czasu. Można z tym oczywiście grać, ale czasami ból jest tak silny, że nie pozwala się skoncentrować. Dlatego cieszę się, że mimo słabszego sezonu ligowego trener Lozano ponownie powołał mnie do reprezentacji, i zrobię wszystko aby nie zawieść oczekiwań szkoleniowca i kibiców.
 
 31.07.2007 / SportoweFakty