data dodania: 14.07.2008; źródło: Polska The Times

-W "19" która trenuje przed startem w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, aż pięciu zawodników to środkowi bloku. Dwóch z nich do turniejowej "12" nie zakwalifikuje się. Daniel Pliński jednak ma nadzieję, że się w niej znajdzie.

- Zrobię wszystko, żeby pojechać na igrzyska olimpijskie, a przede wszystkim, żeby coś tam ugrać. Szczerze mówię, z ręką na sercu, nie czuję się pewniakiem. Wiem, że wiele osób tak twierdzi, ale ja dopóki nie wyląduję w Pekinie i nie założę akredytacji na szyję, nie będę przekonany, że jestem na olimpiadzie - mówi Daniel Pliński.

Mówiąc o tym, który środkowy reprezentacji Polski pojedzie na igrzyska, Pana nazwisko wymienia się w pierwszej kolejności, potem mówi się o Łukaszu Kadziewiczu, a następnie o kimś z trójki: Marcin Możdżonek, Wojciech Grzyb i Piotr Nowakowski.

- Cała trójka z tych zawodników, a także Łukasz, no i ja, mamy szansę pojechać na igrzyska. To trener zdecyduje. Ja muszę się martwić o siebie, a nie o kolegów i przekonywać szkoleniowca do swojej osoby.

Nie za dużo tej kurtuazji? Przecież wszyscy, który interesują się siatkówką, wiedzą, że Daniel Pliński to jeden z pewniaków na wyjazd do Pekinu.

- Mam nadzieję, że trener Raul Lozano też tak sądzi. Ja zrobię wszystko, żeby pojechać na igrzyska olimpijskie, a przede wszystkim, żeby coś tam ugrać. Szczerze mówię, z ręką na sercu, nie czuję się pewniakiem. Wiem, że wiele osób tak twierdzi, ale ja dopóki nie wyląduję w Pekinie i nie założę akredytacji na szyję, nie będę przekonany, że jestem na olimpiadzie.

Widać w drużynie rywalizację o miejsca w samolocie, który poleci do stolicy Chin?

- Oczywiście, że tak. Poziom treningów jest bardzo wysoki właśnie z tego powodu. Na pewno rywalizacja wszystkim nam służy.

Przez cały tydzień bardzo mocno trenowaliście. Miało to wpływ na waszą formę podczas meczów Japonią?

- Tak musi być. Najważniejsze dla mnie jest to, że mimo bardzo ciężkich treningów gramy dobrze. Na pewno jesteśmy w stanie grać lepiej i właśnie po to wylewamy pot na treningach.

W czasie sobotniego meczu bardzo dużo czasu spędził Pan w polu zagrywki, a Japończycy mieli kłopoty z jej odbiorem. Więcej w ostatnim czasie zwraca Pan uwagi na ten element?

- Staram się zmieniać swoją zagrywkę. Trochę szybującej, trochę z wyskoku, czasem uderzę piłkę szybującą z wyskoku. Pracuję nad tym bardzo dużo, żeby zaskakiwać przeciwników. I od czasu do czasu udaje mi się na zagrywce zrobić coś dobrego.

W waszej grze nadal jednak zdarzają się bardzo denerwujące przestoje. W sobotnim meczu z Japonią w pierwszym secie nie daliście szans rywalom, w drugim też mieliście wielką przewagę, ale Japończycy odrobili część strat i uwierzyli, że mogą wygrać choćby seta. I trzeciego wygrali.

- Nie skończyliśmy dwóch, trzech piłek i było nieco nerwowo, ale na szczęście skończyliśmy piłkę setową. A trzeci set? Nie udało nam się skończyć piłki na 15:15, a potem Koshikawa zagrał trzy asy z rzędu. Znowu mieliśmy kłopot z odbiorem jego zagrywki, bo to samo było w tie-breaku w Japonii. Takie sytuacje się zdarzają, myślę, że nie ma co robić tragedii.

Ile jeszcze musicie poprawić w swojej grze, żeby w Pekinie liczyć się w walce o medale? Obecna forma to jest pięćdziesiąt procent tego, co będzie niezbędne w Pekinie czy więcej?

- Jeszcze czeka nas dużo pracy. Ale chwilami gramy naprawdę dobrze. Wydaje mi się, że dwa sety w sobotnim meczu z Japonią, pierwszy i czwarty, to było jakieś sześćdziesiąt, siedemdziesiąt procent tego, co będziemy musieli pokazać w Pekinie.