Polscy
siatkarze w Pekinie walczą o olimpijskie trofea, jednak jak mówi Daniel Pliński
bardzo kibicują innym. - Nie zapominajcie o piłkarzach ręcznych, którzy też
awansowali do ćwierćfinału. My bardzo im kibicujemy, a oni nam - mówi polski
środkowy.
Tak to wyglądało, że to wy jesteście bardziej zdeterminowani niż
Serbowie, którzy po dwóch porażkach mieli nieciekawą sytuację.
Daniel Pliński: - Nie chciałbym cytować słów, które przed
tym meczem padały w naszej szatni. Chcieliśmy się bardzo Serbom zrewanżować za
ostatnią porażkę z nimi (w finałach Ligi Światowej w Rio de Janeiro - przyp. PK).
Wtedy nas zlali i były jakieś głupie uśmiechy z ich strony. Byliśmy bardzo
zmotywowani, żeby ich pokonać i wyrzucić z turnieju. Ale najważniejsze było,
żeby przypieczętować wyjście z grupy i to co najmniej z trzeciego miejsca.
Cieszymy się przede wszystkim z tego, że dobrze gramy. Mówiłem przed Pekinem, że
jesteśmy w dobrej formie i tej wersji będę się trzymał. Wszystko jest w naszych
głowach, jeśli cały czas będziemy pozytywnie nastawieni, to możemy być bardzo
groźni na tym turnieju.
Znowu w pierwszym secie wygraliście bardzo trudną końcówkę.
- Dokładnie, wygraliśmy z Niemcami 31:29 i dzisiaj tak samo. Trzeba się
cieszyć, że w takich nerwowych sytuacjach nie drży ręka, kończymy najważniejsze
piłki. Czasem nam tego brakowało, teraz się to zmieniło. Igrzyska olimpijskie są
raz na cztery lata, dla wielu z nas to prawdopodobnie ostatnia olimpiada,
dlatego robimy wszystko, aby zdobyć medal. O naszym zwycięstwie zadecydowało
dobre rozszyfrowanie Grbicia i wysoki procent skuteczności w ataku.
A czego brakuje?
- Mamy rezerwy w zagrywce. Na treningach to wygląda jak należy, teraz
musimy to przenieść na mecze.
Widać na boisku, że gracie jednocześnie ze swobodą, ale i z pewnością
siebie.
- Dla tej pewności bardzo ważny był mecz z Niemcami. To mocny zespół, a
wygraliśmy z nimi 3:0 w miarę gładko.
Po turnieju w Rio de Janeiro wasze morale na pewno "siadło”.
- Tak, byliśmy rozchwiani psychicznie, bo dostaliśmy tam strasznie w dupę,
ale wiedzieliśmy, że bardzo dobrze popracowaliśmy tu w Chinach przed igrzyskami.
Teraz gracie z Brazylią. Podobno widzieliście kawałek przegranego
przez nią 1:3 meczu z Rosją, który odbył się przed waszym pojedynkiem z Serbami.
- Tak, widzieliśmy niecałego seta. Wydaje mi się, że Brazylijczycy
stracili pewność siebie przez porażki w finałowym turnieju Ligi Światowej u
siebie. Nie jest sztuką robić fajną atmosferę, gdy się wygrywa, sztuką jest
podniesienie się z kolan. A my się właśnie podnieśliśmy. Obojętnie, co się na
tym turnieju jeszcze wydarzy, to już pokazaliśmy tu kawał charakteru.
Widzieliście mecz siatkarek z Japonią?
- Oglądaliśmy do stanu 2:1 dla Japonek. Potem przyszedł trener Świderek i
nas wygonił do łóżek.
Czujecie ciężar tego, że oczy całej polskiej reprezentacji w Pekinie
są zwrócone na was. Wszyscy przegrywają, wy wygrywacie w ładnym stylu.
- Zawsze gramy pod presją, bo w Polsce jest mnóstwo kibiców siatkówki,
wielu tu przyjechało nas dopingować do Pekinu. Ale radzimy sobie. Mnie taka
sytuacja, że wszyscy na nas liczą, dodatkowo mobilizuje. Postaramy się zrobić
jak najwięcej. Ale nie zapominajcie o piłkarzach ręcznych, którzy też dzisiaj
awansowali do ćwierćfinału. My bardzo im kibicujemy, a oni nam.