Wyprawa po duszę Dawida, czyli Tragedia Greków w 3 aktach
Data dodania: 18.11.2008, źródło: inf. własna (DorotaM)
Osoby
Sędzia I, Sędzia II, Ateńczycy pod wodzą Henka Holenderskiego: Herpe,
Agamez, Andreadis, Andrae, Geric, Depestele, Stefanou (potem także – Lappas,
Kyriazis i Psarras),
Barbarzyńcy z Północy pod wodzą Daniella
Argentyńskiego: Mariusz Zabójczy, Daniel Waleczny, Dawid Kędzierzawy,
Miguel Brodaty , Radosław Wysoki, Michał Piękny, Piotr Przyziemny (potem
także – Maciej Życzliwy i Bartosz Nieopierzony ).
PROLOG (Dawno, dawno temu…tak ze trzy lata)
Grecy zawsze czcili swoich bohaterów. Po zwycięskiej walce
wdzięczni Ateńczycy przygotowali dla walecznych żołnierzy wielką ucztę.
Potężne, dębowe stoły uginały się od jadła. Wielkie kawały pieczonego
mięsiwa pachniały kusząco ziołami, owoce, zrodzone przez grecką ziemię,
malowane południowym słońcem, piętrzyły się na złotych paterach.
Najpiękniejsze, półnagie niewolnice dbały, by w złotych pucharach zawsze
było najprzedniejsze wino. Wielbieni przez plebs, rozpieszczani przez
możnych, fetowali zwycięstwo. Wśród zwycięzców świętował także najemnik z
dalekiej północy, najwaleczniejszy z walecznych Dawid Kędzierzawy.
Czy to wino było wyjątkowo mocne, czy też wojowie zmęczeni
walką? Szybko opadali z sił… Nie… To kapłani z greckiej świątyni dodali do
trunków nieco tajemniczych ziół. Teraz czekali, schowani za filarami, aż
osłabieni miksturą mocarze posną. Mikstury działały błyskawicznie.
Niewolnice rozpierzchły się, przestraszone. Widziały, co się święci. Nikt
nie wchodził dobrowolnie w drogę greckim kapłanom. Siedem smagłolicych,
odzianych w dziwne szaty postaci, podeszło do jednego ze śpiących. Pokiwali
nad nim głowami, po czym wskazali go dwóm osiłkom, którzy z dużym trudem
podnieśli go w górę i wynieśli z sali. Przemierzając za kapłanami kręte
korytarze, pokonując schody i zamknięte zaklęciami drzwi, trafili do
ponurej, zadymionej krypty. Oświetlały ją mdłym światłem małe, jakby
przyczepione do ściany, płomyczki. Złożyli uśpionego na kamiennym stole
znajdującym się pośrodku pomieszczenia i bez jednego słowa wyszli,
zostawiając go z kapłanami.
Tajemny rytuał warzenia rozmaitych, cuchnących napojów,
mieszanych z krwią śpiącego Dawida Kędzierzawego, trwał do świtu. Kiedy w
jego usta wlano ostatnią przyrządzoną miksturę, siłacze pojawili się w
krypcie znów, niczym duchy. Odnieśli ciągle pozostającego bez przytomności
wojownika do sali, w której leżeli jego kompani. Kapłani wrócili do
świątyni. Wiedzieli, że od tej chwili dusza najwaleczniejszego z najemników
należy do nich. Przybędzie na wezwanie, kiedy tylko zażądają, by wzmocnić
tego, którego jej wskażą.
(Teraz…)
Karawana wojowników z północy zmierzała na południe. Wioząc
płynne złoto, otoczona rojem brzęczących owadów, pokonywała kolejne
przeszkody na trasie. Zbrojni, odziani w skóry wojowie, zmierzali do
miasta, które uważało się za kolebkę cywilizacji. Przed sobą mieli dwa
arcytrudne zadania. Musieli odzyskać duszę jednego z braci wojowników. Dwa
księżyce wcześniej greccy kapłani, przy użyciu czarów, ściągnęli jego duszę
do siebie, gdy powszechnie wiadomym się stało, że przyjdzie im się zmierzyć
w walce z mieszkańcami dalekiej północy. Mieli także wziąć udział w
turnieju. Zwycięstwo dawało szansę walki o najwyższe trofeum – Święty
Puchar Europy, przegrana skazywała na wieczne potępienie. Towarzyszyła im
horda, która z uwielbieniem przemierzała za nimi cały świat. Była zawsze na
wyciągnięcie ręki, skłonna oddać życie za swoich bohaterów. Przydawała się,
bo ktoś musiał doglądać sprzętu i zwierzyny, zapewniając wojownikom strawę
i odpowiednie warunki do regeneracji sił nadwątlonych walką.
Głuche dudnienie wielkich kotłów wprawiło mury budowli w
drżenie, kiedy ateńscy wartownicy obwieszczali miastu przybycie zbrojnych z
zimnych krajów. Wejście barbarzyńców do największej greckiej świątyni obyło
się wszakże bez ofiar. Przerażeni kapłani potwierdzili kradzież Dawidowej
duszy. Powiązali ją z Atenami w czasach, kiedy był greckim najemnikiem.
Skusiła ich jego waleczność i zdolności strategiczne. Gdy rozpoczął się
sezon bitew, uznali, że czas na ściągnięcie jego duszy i użycie jej do
wsparcia własnych wojowników. Z dnia na dzień Dawid stracił swoje
umiejętności. Był zbyt cenny dla drużyny, dlatego zajęli się nim północni
magowie. Szybko odkryli podstęp Greków. Znaleźli też sposób na odzyskanie
skradzionego skarbu. Dawid musiał wrócić do Aten i stoczyć walkę z
przeciwnikiem, który nim władał. Tylko w tym miejscu i w taki sposób jego
dusza mogła wrócić do ciała.
Opuszczając grecką świątynię, zwarta grupa barbarzyńców
skierowała się do Zielonego Gaju. Tam miała stoczyć bitwę. O duszę Dawida i
o Święty Puchar Europy.
AKT I
Rozpoczęła się ostra i wyrównana walka, w której prowadzenie
objęli przybysze z północy. Daniel Waleczny gołymi rękami zatrzymywał
zastępy wrogów, umożliwiając Miguelowi Brodatemu wykorzystanie
najsilniejszych w ataku. Na skrzydłach dzielnie stawali Michał Piękny i
Dawid Kędzierzawy, który starał się dopaść tego, który władał jego duszą.
Wypatrzył go na samym początku, bez cienia wątpliwości rozpoznał i
postanowił zniszczyć. Geric początkowo próbował się chować przed Dawidem
Kędzierzawym, ale szybko zrozumiał, że nie zdoła uniknąć bezpośredniego
starcia. Barbarzyńca natarł na niego z całą mocą. Taniec uników i ciosów
rozpoczął się wśród piekła walki wkoło. Musieli nie tylko uważać na
bezpośredniego przeciwnika, ale także na przypadkowe pchnięcia bijących się
obok. Łatwo było zostać zranionym nawet przez własnych braci. Dawid
wiedział, że wystarczy jeden raz powalić Gerica na kolana, by jego dusza
wróciła. Włożył w cios całą siłę, jaką posiadał. Pod wpływem potężnego
uderzenia ugięły się nogi ateńskiego bohatera. Próbował zachować równowagę,
za wszelką cenę uchronić otrzymany od kapłanów skarb. Osłonił się wiązką
talizmanów, ale na nic się zdały jego starania. Drugi cios powalił go na
ziemię. Poczuł, jak słabnie, jak na moment oczy osłania mgła… Dawid
Kędzierzawy wyprostował się. Płuca nabrały powietrza, ręka pewniej chwyciła
oręż. Znów był sobą. Znów nie było na niego mocnych. Natarł na wrogów.
Srogo odpłacał Grekom za miesiące niesławy. W pewnej chwili udało się
złapać w sieć ateńskich wojowników, co zbliżyło północną drużynę do
zwycięstwa w pierwszej potyczce. Sędziowie zakończyli bitwę. Ateńscy
wojowie ustępowali z pola pokonani.
AKT II
Po chwili oddechu, drużyny wróciły na przesiąkniętą potem i
krwią arenę. Od pierwszych chwil wykorzystywały wszystkie swoje
umiejętności. Starały się wzajemnie osłabić morale przeciwników,
zwiększając swoje szanse na zwycięstwo. Podrażnieni przegraną w pierwszej
bitwie Grecy, zdawali się miażdżyć barbarzyńców, kiedy Daniel Waleczny
ruszył do ataku. Cios za ciosem zmniejszał przewagę, dając braciom
możliwość otrząśnięcia się i podniesienia z ziemi. Ocierał pot, zalewający
mu oczy, na chwilę nawet nie przestając walczyć. Ramiona mu słabły, ale nie
odpuszczał. Nie trzeba było długo czekać. Zaprawieni w bojach wojowie z
północy szybko wrócili do sił. Michał Piękny dwoił się i troił, pojawiając
się w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Piotr Przyziemny wspierał
swoją drużynę w niższych partiach pola bitwy, gdzie siał spustoszenie wśród
przeciwników. Miguel Brodaty kierował walką. Ateńczycy spodziewali się, że
cały jej ciężar oprze na Mariuszu Zabójczym, ale mądry wódz tak kierował
walką, że wszyscy równo gromili Greków. Strategia Ateńczyków przygotowana
na pokonanie Mariusza Zabójczego okazała się nieskuteczna. Wojowie z
północy parli równo na szeregi przeciwników. Wsparli Daniela Walecznego
i po zaciętej walce pokonali Greków po raz drugi.
AKT III
Kolejne starcie miało zapewnić barbarzyńcom zwycięstwo w
całej wyprawie. Dawid Kędzierzawy gromił wrogów, wspierany przez Michała
Pięknego i pozostałych współbraci. Zostawiali na polu bitwy siły, ale
zostawiali także kolejno pokonanych wrogów. Podnieceni zwycięstwem w dwóch
bitwach, odurzeni odorem krwi i potu, cios za ciosem zmierzali po
zwycięstwo. Nie pomógł Grekom obwieszony talizmanami Geric, nie przydał się
Agamez o równie morderczym spojrzeniu, jak i ciosie, nie sprawdził się
najemnik z Germanii -Andrae. Radosław Wysoki pokazał, co potrafi. Grecy
musieli uznać przewagę Barbarzyńców. Sędziowie zakończyli pojedynek. Ciała
pokonanych pokrywał kurz, łzy wściekłości żłobiły ślady na pokrwawionych
twarzach.
EPILOG
W trzech bitwach zwyciężyli przybysze. Zmiażdżyli pewnych
siebie Ateńczyków, odbierając im nadzieje na zdobycie Pucharu. Odzyskali
też znakomitego wojownika, który odebrawszy swą duszę, walnie przyczynił
się do zwycięstwa…
Zmęczeni, krzepiąc się płynnym złotem i odganiając od
brzęczących owadów, wracali do domów. Horda, wyjąc i wrzeszcząc, wszem i
wobec ogłaszała zwycięstwo. Z wiernopoddańczym uwielbieniem spełniała
wszystkie, nawet niewypowiedziane życzenia bohaterów. Wojowie z ulgą
myśleli o rodzinnych stronach. Tęsknili za rodzinami, porządnym jadłem i
chłodem północy. Wiedzieli, że czasu na odpoczynek nie będzie zbyt wiele.
Wojenne wici rozesłane zostały po kontynencie. Zbliżał się czas walki.