Był
pewniakiem na pozycji środkowego bloku w reprezentacji siatkarzy. Trzy tygodnie
przed mistrzostwami świat okazało się jednak, że Daniel Pliński (32 l.) nie
pojedzie do Włoch z powodu niezaleczonej w porę kontuzji barku. - Z żalu aż
łezka zakręciła mi się w oku - wyznaje "Plina".
Pliński to jeden z weteranów drużyny narodowej. Wicemistrz świata z 2006 i
mistrz Europy z 2009 r. nie ukrywa, że w momencie ogłaszania składu na
tegoroczny mundial było mu ciężko.
- Ale nic nie mogłem na to poradzić - opowiada siatkarz "Super Expressowi". -
Było mi przykro, chodziłem smutny, ale
zabrakło po prostu czasu na wyleczenie barku. Miałem zwapnienia i odczuwałem
spory ból. Jeszcze dwa, trzy tygodnie i pewnie doszedłbym do siebie, ale to by
było za późno z punktu widzenia kadry - wyjaśnia Pliński. -
Niestety, uraz przyplątał się w prawej, atakującej ręce. Żeby to jeszcze była
lewa, to na pewno bym się zawziął i nawet jedną ręką dałbym radę - zapewnia.
Teraz pozostaje mu kibicowanie kolegom sprzed telewizora. To rola, w której
znajdzie się po raz pierwszy w reprezentacyjnej karierze. - Wiem, jak bardzo denerwuję się na boisku i jak wtedy
zagryzam paznokcie. To co się będzie działo przed ekranem? - śmieje się środkowy
Skry. - Jeśli będzie szczęście i zdrowie, powinniśmy znaleźć się w czołowej
czwórce i walczyć o medale we Włoszech. Na pewno mamy na to potencjał, chociaż
zespołów, o których można powiedzieć to samo, jest pewnie 8-9. Nie możemy sobie
tylko stwarzać dodatkowej presji. Ja będę chłopakom kibicował do ostatniego
meczu, czyli najlepiej do samego finału mistrzostw - deklaruje.
Plińskiego nie zobaczymy w najbliższych MŚ, ale za 4 lata kolejny czempionat
globu organizuje Polska... - I ja miałbym tam zagrać w wieku 36 lat? To chyba mission impossible, ale
wszystko się może zdarzyć i nigdy nie mówię nigdy - kończy optymistycznie.