Data dodania: 14.06.2009, źródło: www.sport.krakow.pl
Do
Krakowa Daniel Pliński - gość specjalny II Grand Prix Polski w Siatkówce
Plażowej Mężczyzn o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa, wicemistrz świata,
dwukrotny mistrz Polski i trzykrotny zdobywca Pucharu Polski w siatkówce halowej
- przyjechał z żoną Martą i córką Julią. W piątek przemierzyli pociągiem
kilkaset kilometrów znad morza, znany i popularny zawodnik pochodzi z Pucka. W
sobotę Daniel Pliński w parze z bratem Wojciechem wystartował w turnieju głównym
- z „dziką kartą", przyznaną na wniosek organizatorów: Gminy
Miejskiej Kraków,
Zarządu Infrastruktury Sportowej w Krakowie i KS Wanda przez Polski Związek
Piłki Siatkowej.
- Jak dużo czasu upłynęło od Pana ostatniego oficjalnego występu w
siatkówce plażowej? - zapytaliśmy Daniela Plińskiego
- Ponad trzy lata. Do Krakowa przyjechałem z rodziną, żeby dobrze się pobawić.
Byłoby jednak fajnie, gdyby przy okazji udało się coś wygrać, ale już w
pierwszym meczu będą spore problemy, bo trafiamy na grającego we Francji Kubę
Łomacza i Emila Siewiorka.
- Rywale przyjęli Pana bardzo serdecznie. Widać, że w środowisku
siatkarskim cieszy się Pan dużą sympatią, z ogromnym zainteresowaniem czekają na
Pana występy kibice. Jakie są Pana pierwsze wrażenia?
- Kupę lat grałem na piachu (w latach 2002-04 Daniel Pliński był trzy razy z
rzędu mistrzem Polski - przyp. red), poznałem sporo osób. I cieszę się, że mogę
się z nimi znów zobaczyć. Pojawiło się także wielu młodych zawodników z dużymi
możliwościami, którzy dobrze grają w siatkówkę plażową. Bardzo podoba mi się
miejsce, gdzie odbywa się turniej, widać profesjonalne podejście do zawodów i w
tym kierunku trzeba iść.
- Marcin Nowak - postać doskonale znana z największych aren, imprez
najwyższej rangi w siatkówce halowej - musi walczyć w eliminacjach...
- Ja mam to szczęście, że dostałem od organizatorów „dziką kartę" do turnieju
głównego. W eliminacjach - z uwagi na dużą liczbę startujących - trzeba długo
czekać na swoją szansę, Marcin zagrał dopiero pod koniec dnia, to nie jest
wygodne, ale wszyscy grający o awans mają takie same warunki i trzeba to
zaakceptować. To na pewno trudna sytuacja, zwłaszcza gdy jest zimno.
- Wspomniał Pan o mocnej konkurencji, przyjechali do Krakowa wszyscy
najlepsi, jedynie kontuzja uniemożliwiła udział Grzegorzowi Fijałkowi, który
przed rokiem w duecie z Mariuszem Prudelem byli tutaj najlepsi. Zapowiada więc
się ostra walka o zwycięstwo?
- Spodziewałem się, że nie będzie łatwo. Liczę się z dużą presją, ale
najważniejsza, jak już wspomniałem, jest dobra zabawa. Znam jednak swój
charakter. Jeśli wyjdę już na boisko to wiem, że nie będę mówił sympatycznie,
tylko za wszelką cenę postaram się wygrać jak najwięcej spotkań.
- Ma Pan u boku brata Wojciecha, który w tym sezonie we Wrześni zdobył
punkty do rankingu PZPS.
- Wojtek jest w wysokiej formie. Teraz wszystko zależy ode mnie. Jeśli nie będę
za dużo odstawał od niego umiejętnościami to uważam, że jesteśmy w stanie wygrać
jakiś mecz aczkolwiek ten pierwszy zapowiada się naprawdę na bardzo ciężki.
- Doping żony i córki chyba doda Panu skrzydeł?
- To są nasze krótkie wakacje, po raz pierwszy w trójkę wyjechaliśmy z Pucka.
Moje dziewczyny są bardzo zadowolone, że mogliśmy razem przyjechać do Krakowa.