Data dodania: 27.03.2009, źródło: www.sport.pl

W kadrze na Ligę Światową 2009 nie ma m.in. Daniela Plińskiego i Mariusza Wlazłego. Obaj to od wielu lat podstawowi gracze reprezentacji. Jeśli chodzi o tego drugiego, to jego nieobecność w składzie nie jest zaskoczeniem, ponieważ już wcześniej zapowiadał, że chce odpocząć i przede wszystkim wyleczyć się.

Jarosław Bińczyk: Dlaczego nie ma Pana w kadrze Polski?


Daniel Pliński: Bo nie dostałem powołania. Taka była decyzja trenera Castellaniego.

Ale z pewnością podjął ją po konsultacji z Panem. Mówił, że ma Pan problemy z piszczelą...

- Rozmawialiśmy z trenerem i doszliśmy do wniosku, że szansę powinni dostać młodzi środkowi. Ja mam wolne do 20 czerwca. 

No właśnie, czy pamięta Pan ostatni tak długi urlop?


- Zwykle mieliśmy po dwa tygodnie wolnego, a dłuższej przerwy nie miałem chyba od dziesięciu lat. Wcześniej, po zakończeniu sezonu, zaczynałem grę na plaży. Więcej niż trzy tygodnie wolnego nie miałem chyba nigdy, od kiedy gram w siatkówkę.

Ale to o Panu Jacek Nawrocki, drugi trener Skry, mówi, że pierwszy raz spotkał zawodnika, który nigdy nie jest zmęczony grą ani treningami.

- Bo tak jest, ale teraz chętnie odpocznę i pomieszkam z rodziną.

Wcześniej jednak Skrę czekają decydujące spotkania o mistrzostwo Polski.

- Jesteśmy ostatnio w dobrej formie, ale musimy to pokazać na boisku. A Jastrzębski Węgiel to trudny rywal.

Jeszcze nie wyeliminowaliście Delecty Bydgoszcz, a już myślicie o rywalu w półfinale. Tymczasem w sobotnim spotkaniu bydgoszczanie Was postraszyli (Skra zwyciężyła 3:1), zaś Jastrzębie też jeszcze nie przeszło AZS-u Olsztyn.

- Zostało nam jedno spotkanie, w którym trzeba postawić kropkę nad i. W sobotę drużyna z Bydgoszczy dobrze grała, zaś my średnio. Ale w końcówce się mobilizowaliśmy i odrabialiśmy nawet czteropunktową stratę. Teraz czeka nas mecz na wyjeździe. Myślę, że Delekcie i AZS-owi Olsztyn trudno będzie wygrać po trzy razy i awansować.

Ale w pierwszej rundzie play-off Skrze zawsze przytrafia się jeden słaby pojedynek. To był ten drugi z Delectą?

- Jeśli tak, to się zgadzam. W ubiegłym roku przegraliśmy raz, z Płomieniem Sosnowiec. Myślę, że teraz sobie poradzimy i od piątku w spokoju będziemy przygotowywać się do półfinałów.

W przyszłym tygodniu w Pradze rozegrany zostanie Final Four. Myśli Pan czasami o straconej szansie na występ w nim?

- Cały czas jest mi przykro, że odpadliśmy. Nie zgadzam się z opiniami, że przegraliśmy gładko. Moim zdaniem o wszystkim zadecydował pierwszy set, w którym odebrano nam dwa punkty i to w ważnym momencie. Po ataku Mariusza Wlazłego w boisko sędziowie uznali, że był aut, a później gwizdnęli Miguelowi Falasce podwójne odbicie. Niesłusznie. W takich spotkaniach nie popełnia się podobnych błędów. One przesądziły o wygranej Iskry. Uważam zresztą, że ta drużyna jest głównym faworytem do wygrania Ligi Mistrzów. Z tak dobrze grającym Schöpsem trudno ją będzie zatrzymać. W sumie jednak nie musimy się wstydzić naszego występu.