Każdy
z nas tęsknił już za grą w reprezentacji, za spotkaniem z kolegami z kadry.
Pomimo zmęczenia ciężkim sezonem, będziemy starali się pokazać, że srebrne
medale Mistrzostw Świata zdobyliśmy zasłużenie - mówi Wirtualnej Polsce Daniel
Pliński, środkowy reprezentacji Polski.
W jakim nastroju wraca Pan do siatkówki po trudnym,
wyczerpującym sezonie ligowym?
Każdy z nas tęsknił już za grą w reprezentacji, za spotkaniem z kolegami z
kadry. Chcemy udowodnić, że wywalczenie przez nas wicemistrzostwa świata
nie było przypadkiem. Dlatego, pomimo zmęczenia ciężkim sezonem, będziemy
starali się pokazać, że zasłużyliśmy na te srebrne medale.
W ostatnim czasie nie było zbyt wielu okazji do odpoczynku. Jak
zdrowie i forma?
Z moim zdrowiem jest dość dobrze. W trakcie sezonu bywało gorzej, więc nie
ma co narzekać. Może pod względem psychicznym jest trochę gorzej, po
przegranym przez mój klub Jastrzębski Węgiel finale Polskiej Ligi Siatkówki
jestem trochę rozbity. Myślałem, że zdobędziemy mistrzostwo Polski, ale nie
udało się, Skra była lepsza w piątym meczu.
Mieli panowie ponoć ciekawe plany na ostatni mecz finałowy – Łukasz
Kadziewicz mówił, że po złote medale mieliście wyjść w szlafrokach i
czepkach kąpielowych.
Wydaje mi się, że to był żart. Ja o czymś takim nie wiedziałem a i
pozostali chyba nie byli do tego przygotowani.
Po rozgrywkach ligowych przyszedł czas na Ligę Światową. A w niej
zaczynamy od spotkań z Chinami. Co pan sądzi o naszych najbliżych rywalach?
To dosyć trudny przeciwnik. Nam gra się z Azjatami bardzo ciężko. Chińczycy
na pewno są z upływem czasu coraz mocniejsi. Myślę, że na Igrzyskach w
Pekinie będą liczyli się nawet w walce o medale. Przydałoby się dwa razy
wygrać przed własną publicznością, ale nie będzie to łatwe zadanie.
Chiny to niełatwy rywal, ale gwiazd w składzie tej drużyny brakuje.
Pamięta pan nazwiska jakichś chińskich siatkarzy?
Nie pamiętam, ale myślę, że po odprawie, na której przeanalizujemy grę
Chińczyków będę już przygotowany i wszystkich zawodników rywali będę znać.
To chyba już taka nowa tradycja, że na początku ważnych turniejów
gramy właśnie z reprezentacją Chin...
No tak, meczem z tą drużyną rozpoczynaliśmy przecież Memoriał Wagnera, a
potem Mistrzostwa Świata. To raczej przypadek, ale liczę na to, że
rozpoczniemy Ligę Światową tak samo jak MŚ – od zwycięstwa nad tą drużyną.
W Polsce mówi się, że możemy w tym roku nawet wygrać Ligę Światową,
zwłaszcza, że turniej finałowy rozgrywany jest u nas?
Przede wszystkim chcemy skoncentrować się na spotkaniach grupowych, chcemy
ciężko trenować i wygrać jak najwięcej spotkań. Marzy nam się zajęcie
pierwszego miejsca. Wiemy, że to trudne zadanie, ale żaden z nas, z całej
osiemnastki powołanej na „Światówkę” nie odpuści ani jednego meczu.
Zostawimy na boisku wiele zdrowia, byle tylko wygrać.
Marzy się Wam taki scenariusz – Polska dochodzi do wielkiego finału,
a tam mierzy się z Brazylią i rewanżuje się za mecz o złoto Mistrzostw
Świata?
Fajnie byłoby zagrać w finale Ligi Światowej, obojętnie z kim. A czy to
będzie Brazylia i czy to będzie rewanż za mistrzostwa? Do tego jeszcze
daleka droga. Najpierw trzeba wygrać mecze z Chińczykami, a potem kolejne.
Nie boi się Pan, że w Łodzi kibice „zaściskają” was na śmierć? To
przecież pierwsze Wasze mecze w Polsce po siatkarskim mundialu.
Jeżeli będzie mnóstwo kibiców, to będzie dla nas wielka przyjemność. Każdy
z nas znajdzie dla nich czas, bo to właśnie dla nich przede wszystkim
jesteśmy.