data dodania: 30.05.2007; źródło: Metro

O zwycięstwo trzeba walczyć w każdym meczu. I ta reprezentacja to zrobi, obojętnie kto w niej będzie - mówi siatkarz kadry Polski i Jastrzębskiego Węgla Daniel Pliński.

- Czego zabrakło Jastrzębskiemu Węglowi, by zdobyć mistrzostwo Polski? Krzysztof Stelmach mówił, że Bełchatów miał to "coś". To czego nie mieliście Wy?

- Tego, co w sporcie najważniejsze - szczęścia i zdrowia. Bełchatów szybciej niż inne zespoły poukładał wszystkie klocki, choć była szansa ich pokonać.

- Co się stało w drugim secie piątego meczu ze Skrą? Prowadziliście już 17:12, a jednak przegraliście.

- Ja do dziś się nad tym głowię i nie jestem w stanie znaleźć odpowiedzi. Taka porażka bardzo boli. Zespół klasy Jastrzębskiego Węgla przy takiej przewadze nie może przegrać seta. Nie jestem w stanie powiedzieć, dlaczego mimo to przegraliśmy.

- Tomaso Totolo. Co takiego zrobił on, czego nie potrafił, czy nie wiedział, jak to zrobić, Ryszard Bosek?

- Bosek też wiedział. Po prostu sami musieliśmy zrozumieć, o co chodzi. Że nie można zwalać winy na kolegów, tylko trzeba brać na siebie odpowiedzialność. W pewnym momencie się udało i dlatego doszliśmy do finału. Trener Bosek miał pecha, bo po finałach byliśmy przemęczeni, aczkolwiek Totolo zmienił nieco treningi i nasza gra wyglądała lepiej. Ale myślę, że przede wszystkim to była nasza wina, nie trenera.

- Po finale stwierdziłeś, że czas wyjeżdżać z Polski. Wyjeżdżasz?

- Nie wiem. Marzyłem o wyjeździe, ale czy to się uda? Wszystko powinno się wyjaśnić w ciągu najbliższych dni.

- Rosja czy Włochy?

- Zdecydowanie Włochy.

- A może Polska? Ostatnio pojawił się temat Skry Bełchatów.

- Coś istotnie jest na rzeczy. Moi menedżerowie prowadzą rozmowy z Bełchatowem, ale opcja włoska wciąż kusi. Więcej nie mogę zdradzić.

- To zdradź chociaż, z jakim siatkarzem najchętniej spotkałbyś się w jednej drużynie?

- Z Michałem Winiarskim (śmiech). Niestety, nie ma możliwości, byśmy zagrali razem, ale pomarzyć zawsze można.

- To był wyjątkowy sezon w PLS, ale szykuje się odpływ najlepszych zawodników. Czy w przyszłym sezonie ligę czeka kryzys?

- Wielu myśli o wyjeździe, ale po swojej osobie widzę, że to nie takie proste. Dlatego poczekajmy - może tak być, że wszyscy polscy siatkarze zostaną w kraju.

- Atmosfera podczas finału PLS była gorąca - parę mocnych słów padło chyba po obu stronach siatki. Wytłumaczyliście już sobie wszystko z Mariuszem Wlazłym, Piotrkiem Gruszką i Krzysztofem Ignaczakiem?

- Tu nie trzeba sobie niczego tłumaczyć, po meczu dalej jesteśmy kumplami. Piłkarze, szczypiorniści czy koszykarze w trakcie spotkania mogą się stuknąć łokciami. Nas dzieli siatka, więc zostaje nam gadanie. Dlatego to tak wygląda.

- A Raul Lozano? Nie przyjeżdżał na finałowe mecze do Bełchatowa, zawodnicy Skry nie mają mu tego za złe?

- Szczerze? Nie mam pojęcia, ale nie sądzę, by było coś takiego. Na razie jest pięknie i kolorowo.

- Ruszyła Liga Światowa - celujecie w zwycięstwo?

- Ja w ciemno brałbym finał, ale taki jest sport, wszystko może się zdarzyć. Nie wolno iść na minimalizm, trzeba walczyć o zwycięstwo w każdym spotkaniu. I ta reprezentacja to zrobi, obojętnie kto w niej będzie.

- Grę w finałowej szóstce tej imprezy macie zapewnioną. Można będzie się nieco oszczędzać, gospodarować siłami?
 
 - A gdzie tam, żadnego odpuszczania nie będzie. Chcemy wygrywać wszystko.
 
 - Teraz Liga Światowa, we wrześniu mistrzostwa Europy, na przełomie listopada i grudnia Puchar Świata... Która impreza jest najważniejsza?
 
 - Dla mnie - każdy następny mecz. O zwycięstwo trzeba walczyć zawsze, nieważne, jaka jest ranga. Ja tych imprez nie rozgraniczam, żyję z meczu na mecz.
 
 - Ale igrzyska olimpijskie to chyba coś specjalnego? Nie przechodzi Cię żaden dreszcz emocji na to hasło?
 
 - O, właśnie mi przeszedł (śmiech). Wiadomo, że olimpiada to najpiękniejsza impreza dla każdego sportowca i chciałbym tam wystąpić. Ale zostało do niej trochę ponad rok. Najpierw Polska musi się zakwalifikować, a ja znaleźć się w dwunastce, która tam pojedzie.
 
 - Narzekasz na srebrne medale: ostatnio dwa razy w lidze i na mistrzostwach świata.
 
 - Tak, wygląda na to, że to srebro jest mi już przypisane - w tym sezonie srebrny medal, w poprzednim... Ale ja nie jestem przesądny i zrobię wszystko, żeby w hali mieć na koncie jakieś złoto - bo na razie mam na koncie trzy mistrzostwa Polski w siatkówce plażowej.
 
 - No właśnie, zobaczymy Cię jeszcze na plaży w najbliższym czasie?
 
 - Za trzy-cztery lata, po igrzyskach w Pekinie, Daniel Pliński pokaże się na plaży na pewno. Nie wiem tylko jeszcze, czy w siatkówce plażowej, czy z żoną pod parasolem.