data dodania: 17.09.2007; źródło: Przegląd Sportowy

Ufałem Raulowi i nadal będę mu ufał w stu procentach - mówi Daniel Pliński po przegranych z kretesem mistrzostwach Europy. - To my zawiedliśmy, a nie trener - dodaje Łukasz Kadziewicz. Dwaj środkowi reprezentacji Polski tłumaczą się z moskiewskiej klęski i szukają optymizmu na przyszłość.

W piątek polscy siatkarze wrócili do kraju po najgorszym w historii występie w mistrzostwach Europy (zajęli 11. miejsce). My zaś w czwartkowy wieczór w moskiewskim hotelu Kosmos Danielowi Plińskiemu i Łukaszowi Kadziewiczowi zadaliśmy podobny zestaw pytań. Rezultat tych zwierzeń może zaskakiwać.

Co się stało z wicemistrzami świata?
DP: Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Cały czas twierdzę, że drużyna była dobrze przygotowana do mistrzostw. Ciężko trenowaliśmy, tak samo jak przed mistrzostwami świata. Myślę, że nieszczęście zaczęło się od fatalnego meczu z Belgią. Przegraliśmy spotkanie, którego nie mieliśmy prawa przegrać. To nas rozbiło.
ŁK: Do końca nie wiem co się stało. Sztab szkoleniowy i zawodnicy, wszyscy musimy to przeanalizować.

Jak było z atmosferą w drużynie? Zagraniczni obserwatorzy, patrząc na waszą grę, pytali nas czy w zespole nie ma konfliktów.
ŁK: Dwunastu facetów, którzy przebywają ze sobą nieustannie, nigdy nie będzie dogadywało się idealnie. Tu się zawiązują przyjaźnie, ale są i kryzysowe momenty. Nigdy nie będzie tak, że wszystko jest tylko super. Niektórzy się lubią, ale niektórzy tylko tolerują. Jesteśmy jednak dorosłymi mężczyznami i nie ma mowy o jakimś rozłamie. Bez kolegi obok nigdzie nie zajdę. Czy idę się dobrze bawić, czy gram mecz, to muszę ufać kumplowi.
DP: Jestem zbudowany tym, że po tak fatalnych mistrzostwach Europy atmosfera w zespole nadal jest tak dobra. Nikt tu na nikogo się nie obraża, nie ma "kwasów", a jeśli są, to szybko odchodzą w zapomnienie.

Sporo było jednak między wami spięć i kłótni na boisku.
DP: Zdenerwowałem się parę razy, ale jak tu się nie wkurzyć. Drażniło mnie to, że jesteśmy wicemistrzami świata, a gramy tak słabo. Widać było, że tej drużynie brakuje pewności siebie, że popełniamy głupie błędy. Nienawidzę przegrywać i trudno mi się pogodzić z porażką.
ŁK: Kiedy nie idzie, pojawia się złość. A że ktoś krzyczy lub przeklina? Jest wojna i są ofiary. Swoje "brudy" i niedociągnięcia trzymamy w szatni. Czasami dziennikarze za szybko reagują. My wracamy do hotelu, bierzemy prysznic i wszystko wraca do normy.

Brudy trzymacie w szatni, ale sprawa Mariusza Wlazłego ujrzała światło dzienne. Czy nie podzieliła przed mistrzostwami zespołu?
ŁK: Mariusz Wlazły jest gwiazdą i świetnym zawodnikiem. Jeśli uważa, że coś zagraża jego zdrowiu, może powiedzieć dość. Ale nie chcę powiedzieć, że go rozumiem. Każdy z nas gra na jakichś środkach przeciwbólowych. Boksera boli nos, a siatkarza kolana. Czy to był rozłam? Na pewno ostatnie tygodnie to dla nas wielkie doświadczenie. Wielu zrozumiało, że ma swoje lata i może już grało w kilku miejscach, ale każdy dzień w reprezentacji jest czymś naprawdę ważnym. Trzeba o tym pamiętać.
DP: Każdy ma zdanie na ten temat. Mariusz chciał się leczyć i ja go trochę rozumiem. Każdy może teraz mówić, że na jego miejscu pojechałby na ME, ale żaden z nas nie przeżył takich cierpień jak Mariusz, choćby dwa lata temu w Katowicach, gdy złapał go silny skurcz.

Przed mistrzostwami Sebastian Świderski ostro jednak Wlazłego skrytykował.
DP: Ma do tego prawo. Ale to nie znaczy, że wszyscy musimy myśleć tak samo. Mnie musieliby uciąć nogę, żebym nie pojechał na turniej, ale każdy jest innym człowiekiem. Każdy ma inną psychikę i uszanujmy to.
ŁK: Sebastian to koleś, który od kilku lat gra w najlepszej lidze świata, jest kapitanem i ma prawo powiedzieć swoje zdanie publicznie. Czas leczy rany. Trener, Mariusz i my wszyscy musimy się jeszcze przespać z tym problemem.

Brak Mariusza i Piotra Gruszki był głównym powodem porażki?
DP: Możemy tylko gdybać. Moim zdaniem Grzesiek Szymański rozegrał dobre zawody.

Jest pan chyba jedyną osobą, która tak mówi. W powszechnej opinii Szymański zawiódł.
DP: Pamiętajmy o tym, że Grzesiek po raz pierwszy występował w roli gracza pierwszej szóstki. Nie było mu łatwo, ale ciągnął grę w dwóch pierwszych setach meczu z Rosją.

Ale z Belgią czy Finlandią grał fatalnie.
DP: Z Belgią nikt z nas nie grał dobrze.

Czy nadal macie do Raula Lozano stuprocentowe zaufanie? Czy formuła waszej współpracy po dwóch latach nie wypaliła się trochę?
DP: Ufałem Raulowi i nadal będę ufał w stu procentach. Przygotował nas do imprezy dobrze, co potwierdzają także moi koledzy z zespołu. Jeśli coś zawiodło, to nasze głowy. Nie wytrzymaliśmy presji i ciśnienia. Lozano dla nas wszystkich zrobił tak dużo, że jesteśmy mu winni wdzięczność. Trudno byłoby go dzisiaj zastąpić.
ŁK: Najważniejsze w dążeniu do celu jest zaufanie. Osiągnęliśmy już z Lozano sukces i musimy mu zaufać. Raul ma wizję i wie, jaką drogą dążyć do celu.

Nie byliście zdziwieni wyjątkowo spokojnym zachowaniem Lozano w Moskwie?
 ŁK: Nerwy są złym doradcą i czasami w kryzysowych momentach lepiej nie kopać się z koniem. Co on miał zrobić? Wejść na boisko? Musiał czasami gasić pożar, który był na pokładzie. Wydaje mi się, że zrobił wszystko, co tylko mógł. Zawiedliśmy my. Teraz jednak musimy pozostać grupą, jednością.
 
 Po meczu z Belgią mówiliście, że teraz okaże się, czy naprawdę jesteście twardzielami. Nic z tego nie wyszło.
 DP: Rzeczywiście, słabo nam wyszło to pokazywanie klasy. Podjęliśmy walkę, ale polegliśmy. Jestem jednak gotowy pokazać, że mięczakami nie jesteśmy.
 ŁK: Mimo wszystko pokazaliśmy charakter, bo wiemy jak źle było i jak źle jest. Staraliśmy się być grupą. To nie pieczenie ciasta, że na jednym przepisie można jechać całe życie.
 
 Lozano, i wielu z was, jako przyczynę porażki podaje brak odporności na stres. Mówicie, że zawiodły głowy. Jak to możliwe u wicemistrzów świata?
 DP: Forma była, taktycznie byliśmy do spotkań dobrze przygotowani, a przegrywaliśmy. Dlatego twierdzę, że zawiodły głowy. Ta porażka bardzo boli, ale nie ma co rozdrapywać ran i urządzać polowań na czarownice. Trzeba się podnieść, bo niedługo zaczynamy grę w kwalifikacjach do eliminacji olimpijskich. Nie będzie łatwo, bo jeszcze długo będę w głowie rozgrywał te mistrzostwa.
 ŁK: Jak dostaję wypłatę co miesiąc, to nie czuję żadnej presji i jak wychodzę na boisko. to też nie mogę jej czuć. Jesteśmy zawodowymi sportowcami. Oglądają nas miliony i to jest normalne, że ludzie oczekują od nas zwycięstw. Musimy się nauczyć z tym żyć.
 
 Raul Lozano powiedział, że nad przydatnością niektórych graczy trzeba będzie się zastanowić. Czujecie się zagrożeni?
 DP: Czuję się na siłach nadal grać w kadrze. Chcę walczyć o igrzyska i zdobyć w Pekinie medal. Stawię się na każde wezwanie trenera. A w spekulacje kto może wypaść z zespołu, nie chcę się bawić.
 ŁK: Jeśli nie dostanę powołania, to świat się nie zawali, ale zrobię wszystko żeby grać w tej reprezentacji. Każdy chłopak, który przyjechał do Moskwy, łatwo nie odda miejsca w kadrze.
 
 Czy jest to w pewnym sensie koniec wicemistrzów świata?
 ŁK: Najstarszy zawodnik ma 31 lat, więc jesteśmy młodą drużyną. Może trzeba w pokorze zacząć pracę od nowa. Jeśli tego nie będzie, to zaczniemy się cofać. Dziś posypujemy głowy popiołem, ale nikt z nas nie składa broni i nie rezygnuje z tej kadry. Odpoczniemy psychicznie w klubach i zaczniemy od nowa.
 DP: Jesteśmy dzisiaj na 11. miejscu w Europie, ale to był wypadek przy pracy. Jestem przekonany, że drugi tak zły turniej nam się nie przytrafi. Mnie to lanie tylko zmobilizuje.