data dodania: 06.11.2007; źródło: www.gazeta.pl

Po każdym meczu PLS wybierany jest najlepszy zawodnik. W PGE Skrze Bełchatów kolekcjonuje statuetki Mariusz Wlazły. - Nie liczę już, bo jest ich za dużo - śmieje się atakujący. W niedzielę zaszczytną nagrodę otrzymał Daniel Pliński.

Jarosław Bińczyk: Kiedy ostatni raz wybrano Pana jako najlepszego zawodnika meczu ligowego?

Daniel Pliński: Chyba w tamtym sezonie, gdy graliśmy z Częstochową. Albo było to dwa lata temu...

Dawno. Ale wreszcie ktoś Pana docenił. Lepiej późno niż wcale. Ale to dziwne, bo jest Pan zawodnikiem, który zrobił w ostatnim czasie największe postępy w kraju.

- Przyjemnie mi, że ktoś tak sądzi. Środkowym trudno jest o nagrody, dlatego teraz jestem w szoku. Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia.

Jak Pan sądzi, dlaczego teraz wybrano Pana?

- Wszystko zależy od tego, co lubi komisarz zawodów. W niedzielę widocznie spodobała mu się moja gra. Może zdecydowało to, że miałem najwięcej asów w drużynie.

Przed przyjściem do Bełchatowa nie serwował Pan tak mocno i tak regularnie.

- Duża w tym zasługa naszego trenera, który chciał, bym zagrywał mocno. Dużo nad tym pracujemy i są efekty. Mam nadzieję, że trener Raul Lozano też mi zaufa i w kadrze będę mógł mocno zagrywać.

Na czym polegała zmiana w Pańskiej zagrywce?

- Już na pierwszym treningu zmieniliśmy niektóre elementy - strefę, z której zagrywam i podrzut piłki. To niuanse, ale w sumie bardzo ważne. Dzięki temu serwuję regularnie i dość mocno.

W spotkaniu z ZAK SA Kędzierzyn widać było, że cały czas macie wielkie rezerwy. Czy trudno się skoncentrować na słabsze drużyny?

- Na pewno łatwiej zmobilizować się przed meczami z Częstochową czy Olsztynem, chociaż Resovia czy Kędzierzyn też będą groźne. Nie będę ukrywał, że od początku meczu czuliśmy, że wygramy. Najważniejsze, że nawet gdy gramy średnio, odnosimy zwycięstwa.



Skąd się bierze to, że w końcówkach praktycznie przestajecie popełniać błędy?

- Cieszę się, że tak się dzieje. Przyznam jednak, że jeszcze nie grałem w takiej drużynie, w której w decydujących i najbardziej nawet nerwowych momentach wszyscy chcą kończyć akcje. I zwykle się nie mylą. To naprawdę niesamowite.

Przed Skrą dwa mecze ze słabszymi rywalami.

- Nie wolno nikogo lekceważyć. Ja przed każdym spotkaniem staram się maksymalnie mobilizować. W Radomiu gra się ciężko, bo tamtejsza sala jest bardzo trudna. Poza tym zawodnicy Jadaru, jak zresztą wszyscy nasi przeciwnicy, będą chcieli rozbić nas zagrywką. Wierzę jednak, że uda nam się skończyć rundę bez porażki.

Przed wami jeszcze dwa mecze , po których zacznie się zgrupowanie reprezentacji.

- Czuję się bardzo dobrze, bo w klubie mamy świetną opiekę trenerską i medyczną. Na pewno pojadę na kadrę zdrowszy niż rok temu. To dobrze, bo moim największym marzeniem jest występ w igrzyskach olimpijskich. Zrobię wszystko, żeby się zakwalifikować, oczywiście jeśli znajdę się w osiemnastce na turniej kwalifikacyjny.