Po
każdym meczu PLS wybierany jest najlepszy zawodnik. W PGE Skrze Bełchatów
kolekcjonuje statuetki Mariusz Wlazły. - Nie liczę już, bo jest ich za dużo -
śmieje się atakujący. W niedzielę zaszczytną nagrodę otrzymał Daniel Pliński.
Jarosław Bińczyk: Kiedy ostatni raz wybrano Pana jako najlepszego
zawodnika meczu ligowego?
Daniel Pliński:Chyba w tamtym sezonie, gdy graliśmy z
Częstochową. Albo było to dwa lata temu...
Dawno. Ale wreszcie ktoś Pana docenił. Lepiej późno niż wcale. Ale to
dziwne, bo jest Pan zawodnikiem, który zrobił w ostatnim czasie największe
postępy w kraju.
- Przyjemnie mi, że ktoś tak sądzi. Środkowym trudno jest o nagrody,
dlatego teraz jestem w szoku. Nie spodziewałem się takiego wyróżnienia.
Jak Pan sądzi, dlaczego teraz wybrano Pana?
- Wszystko zależy od tego, co lubi komisarz zawodów. W niedzielę widocznie
spodobała mu się moja gra. Może zdecydowało to, że miałem najwięcej asów w
drużynie.
Przed przyjściem do Bełchatowa nie serwował Pan tak mocno i tak
regularnie.
- Duża w tym zasługa naszego trenera, który chciał, bym zagrywał mocno.
Dużo nad tym pracujemy i są efekty. Mam nadzieję, że trener Raul Lozano też mi
zaufa i w kadrze będę mógł mocno zagrywać.
Na czym polegała zmiana w Pańskiej zagrywce?
- Już na pierwszym treningu zmieniliśmy niektóre elementy - strefę, z
której zagrywam i podrzut piłki. To niuanse, ale w sumie bardzo ważne. Dzięki
temu serwuję regularnie i dość mocno.
W spotkaniu z ZAK SA Kędzierzyn widać było, że cały czas macie
wielkie rezerwy. Czy trudno się skoncentrować na słabsze drużyny?
- Na pewno łatwiej zmobilizować się przed meczami z Częstochową czy
Olsztynem, chociaż Resovia czy Kędzierzyn też będą groźne. Nie będę ukrywał, że
od początku meczu czuliśmy, że wygramy. Najważniejsze, że nawet gdy gramy
średnio, odnosimy zwycięstwa.
Skąd się bierze to, że w końcówkach praktycznie przestajecie
popełniać błędy?
- Cieszę się, że tak się dzieje. Przyznam jednak, że jeszcze nie grałem w
takiej drużynie, w której w decydujących i najbardziej nawet nerwowych momentach
wszyscy chcą kończyć akcje. I zwykle się nie mylą. To naprawdę niesamowite.
Przed Skrą dwa mecze ze słabszymi rywalami.
- Nie wolno nikogo lekceważyć. Ja przed każdym spotkaniem staram się
maksymalnie mobilizować. W Radomiu gra się ciężko, bo tamtejsza sala jest bardzo
trudna. Poza tym zawodnicy Jadaru, jak zresztą wszyscy nasi przeciwnicy, będą
chcieli rozbić nas zagrywką. Wierzę jednak, że uda nam się skończyć rundę bez
porażki.
Przed wami jeszcze dwa mecze , po których zacznie się zgrupowanie
reprezentacji.
- Czuję się bardzo dobrze, bo w klubie mamy świetną opiekę trenerską i
medyczną. Na pewno pojadę na kadrę zdrowszy niż rok temu. To dobrze, bo moim
największym marzeniem jest występ w igrzyskach olimpijskich. Zrobię wszystko,
żeby się zakwalifikować, oczywiście jeśli znajdę się w osiemnastce na turniej
kwalifikacyjny.