data dodania: 29.12.2007; źródło: Super Volley

- Taki turniej, jak w Moskwie drugi raz się nam nie przytrafi. Jesteśmy dobrze przygotowani i chcemy awansować do igrzysk olimpijskich – mówi Daniel Pliński, środkowy polskiej reprezentacji.

Pliński, były zawodnik Płomienia Sosnowiec i Jastrzębskiego Węgla, od tego sezonu gra w Skrze Bełchatów. Od kilku lat jest podstawowym środkowym reprezentacji Polski, ma na koncie srebrny medal ostatnich mistrzostw świata.  

Super Volley: Przed wami turniej prekwalifikacyjny do igrzysk, który odbędzie się na Węgrzech. Jaka atmosfera w drużynie?

Daniel Pliński: Atmosfera jest bardzo dobra. Naprawdę bez zarzutu. Wszyscy są zdrowi, a wiadomo, że w sporcie to najważniejsze. Dopiero na następnych miejscach są umiejętności i szczęście. Do drużyny powrócił też Mariusz Wlazły. Powszechnie wiadomo ile on znaczy dla naszej reprezentacji.

A wyjaśniliście sobie wszystkie nieporozumienia z Mariuszem Wlazłym, o których głośno było przed i po mistrzostwach Europy?

- Nie rozmawialiśmy, bo nie było potrzeby. Nie było bowiem między nami żadnego konfliktu. Sprawa była podkręcana przez dziennikarzy. Mogę zapewnić, że atmosfera w zespole jest bardzo dobra i wszyscy pracujemy bardzo ciężko, aby wywalczyć awans do Pekinu.

Na Węgrzech czeka was ponowne spotkanie z Belgami, którzy wcześniej was zlali na mistrzostwach Europy. Jak będzie tym razem?

- Z takimi zespołami nie powinniśmy choćby seta przegrywać. Drugi taki turniej, jak ostatnie mistrzostwa Europy już nam się nie przytrafi. Chcemy im się zrewanżować. Liczę, że nasi piłkarze ich pokonają na Stadionie Śląskim, a później my zrobimy to samo (rozmowa odbyła się przed meczem eliminacyjnym ME Polska – Belgia – przyp. red.). Zwycięstwa oczywiście zagwarantować nie mogę, bo to sport. Ale jestem pewien naszej determinacji i walki. Belgowie nie będą jednak naszymi najgroźniejszymi rywalami. Wyżej oceniam Finów i Węgrów. Myślę, że z tymi pierwszymi spotkamy się w finale. Ich dobra postawa w mistrzostwach Europy nie była przypadkiem. Oni z bardzo dobrej strony zaprezentowali się już w rozgrywkach Ligi Światowej. To bardzo dobra drużyna, doceniamy ich klasę, ale liczę, że to my będziemy górą.

W klubie gra pan z Janne Heikkinenem. Obaj występujecie w reprezentacji. Założyliście się, kto wygra na Węgrzech?

- Niewiele rozmawialiśmy na temat naszej rywalizacji reprezentacyjnej. Gdy wyjeżdżał na zgrupowanie kadry widać było, że się za nią stęsknił. Jestem pewien, że Jane, tak jak ja zrobi wszystko, by jego drużyna wygrała turniej na Węgrzech i zakwalifikowała się do kolejnego etapu eliminacji olimpijskich. Ale myślę, że zdaje sobie sprawę, że nie będzie im łatwo, bo nam drugi taki turniej, jak w Moskwie się już nie przytrafi. A do tego, co już mówiłem wcześniej, do drużyny powrócił Mariusz Wlazły. A to nasz kluczowy gracz.

A co wiecie o gospodarzach turnieju, Węgrach?

- Na dzień dzisiejszy niewiele. Nasi statystycy i trener Raul Lozano na pewno ich jednak dokładnie rozpracują i poznamy ich najsilniejsze i najsłabsze strony. Wiem, że mają dwóch dobrych przyjmujących, którzy na codzień występują w lidze włoskiej.

Cały czas powtarza, że takie zawody, jak ostatnie mistrzostwa Europy się już nie przytrafią. Czy analizowaliście tamtą imprezę?

- Wspólnej analizy nie mieliśmy, ale każdy z nas zawodników, na pewno zrobił własną analizę. Myślę, że główną przyczyną naszego niepowodzenia, była ta nieszczęsna porażka w pierwszym meczu z Belgami. Ona zdecydowała o takim, a nie innym obrazie. Podcięła nam skrzydła, straciliśmy pewność siebie. A bez wiary w sukces, w sporcie daleko się nie zajedzie. Kolejne przegrane mecze były konsekwencją spotkania z Belgami, co później skończyło się tragedią. Bo tak trzeba nazwać nasze jedenaste miejsce.

Zagracie w Pekinie?

- Trzeba jednak pamiętać, że turniej na Węgrzech jest dopiero pierwszym etapem w walce o paszporty do Pekinu. Zwycięstwo w nim otworzy nam drogę do kolejnego turnieju, w Izmirze, a tam o sukces będzie niezwykle trudno. Oczywiście bardzo wierzę w awans do igrzysk olimpijskich. Jeśli by się nie udało, byłaby to tragedia. Choć z drugiej strony, prawdziwe tragedie to są wtedy, gdy ludzie głodują, nie mają co do garnka włożyć... Nasza gra to tylko sport.

W naszym kraju pracę podejmuje coraz więcej trenerów z zagranicy. Czy szkoleniowcy-obcokrajowcy to dobry pomysł?

- Uważam, że znakomity. To nie jest tak, że nie doceniam naszych szkoleniowców, ale zaangażowanie obcokrajowców w kilku dyscyplinach było bardzo dobrym ruchem.

O kim pan myśli?
 
 - Lozano w siatkówce, Beenhakker w piłce, Lepisto w skokach narciarskich, a nawet Wenta w piłce ręcznej. Ten ostatni choć Polak, to większość kariery spędził za granicą. Obcokrajowcy dali polskiemu sportowi nowy impuls, nowe spojrzenie na pewne sprawy, i dzięki ich pracy mamy wyniki.
 
 W Polskiej Lidze Siatkówki za nami pierwsza runda. Największa niespodzianka?
 
 - Według mnie to postawa zespołu z Sosnowca. Oni są rewelacyjni, wszystkich zaskakują determinacją z jaką grają. Zespół bez nazwisk, a ma już dziesięć punktów. Mam dla nich wielką sympatię, jak ci ludzie tam walczą. Mam nadzieję, że się utrzymają w PLS. Jestem zaskoczony przede wszystkim z gry ich rozgrywającego Michala Masnego. Wszyscy chwalą tego reprezentanta Słowacji.
 
 A pana zespół?
 
 - Skra prowadzi, ale bez rewelacji. Zdarzyła nam się jedna wpadka, przegrany mecz z Jadarem Radom. Kluczowy jednak będzie play-off i on wszystko zweryfikuje.
 
 Człowiek nie żyje tylko siatkówką. Podobno interesuje się pan także piłką nożną. Skąd u siatkarza zainteresowanie futbolem?
 
 - To się już ciągnie od dawna. Od najmłodszych lat przepadałem za piłką i kibicowałem piłkarskim zespołom.
 
 A na jakich meczach i stadionach pan dotąd bywał?
 
 - Pochodzę znad morza, więc nic dziwnego, że najczęściej chodziłem na mecze w tamtym regionie. Bywałem m.in. na spotkaniach Arki Gdynia, Bałtyku Gdynia i Lechii Gdańsk.
 
 A w innych częściach kraju?
 
 - Odwiedzałem stadiony Legii Warszawa, Wisły Kraków, Stomilu Olsztyn, GKS Bełchatów. Byłem też w Chorzowie...

W Bełchatowie teraz chyba jest pan najczęściej? Z hali Skry to nie daleko...
 
 - Akurat tak się składa, że jak my gramy na wyjazdach, to GKS gra u siebie i odwrotnie. Mam nadzieję, że w rundzie wiosennej będę częściej mógł pojawiać się na stadionie.
 
 Z kolegami z reprezentacji Polski jest okazja pogadać o piłce?
 
 - Na gadanie nie ma zbyt wiele czasu, ale znalazło się go trochę, by w nogę ...pograć. Trener Lozano czasami pozwala nam zagrać mecz.