data dodania: 28.05.2008; źródło: Przegląd Sportowy

- Umiemy grać, mamy bardzo mocną ekipę. Wierzę, że pojedziemy na igrzyska i to po to, by walczyć o złoty medal. W Tallinie to był wypadek przy pracy - mówi Daniel Pliński, siatkarz reprezentacji Polski.

Przegląd Sportowy: Co się stało w Tallinie? Dlaczego doszło do kompromitacji polskiej drużyny?!

Daniel Pliński: - Źle się stało. Przegraliśmy dwa mecze, w których prowadziliśmy 2:0 i kwalifikacje ME. Ale wszystko jest do nadrobienia. Dostaniemy drugą szansę w barażach, a jak pójdzie nam dobrze w kwalifikacjach olimpijskich, wszyscy łatwiej zapomną o tej wpadce w Estonii. Zapewniam, ze nas te porażki bardzo bolą. Ja nie spałem całą noc z niedzieli na poniedziałek, zastanawiając się, co się z nami stało. Teraz próbuje już wyczyścić głowę z tego co było i myśleć co przed nami. Nawet gazet do ręki nie wziąłem, żeby nie widzieć tych tytułów. Prawdziwych, ale jednak bolesnych.

Kibice też zastanawiają się, jak można było przegrać z tak słabymi rywalami. Co się z wami stało? Przed tie-breakiem z Estonią wyglądaliście na bardzo przestraszonych.

- Może nie wytrzymaliśmy presji? Byłem pewien, że wygramy z Estonią, nawet gdy mocno zagrywali i wszystko im wychodziło. Teraz jestem pewien, że zrehabilitujemy się w Portugalii, zdobędziemy bilet do Pekinu i wszystko znów będzie dobrze, choć tam presja jeszcze wzrośnie. Mówię tak, bo widziałem, jak zespół zareagował na porażki: bardzo pozytywnie. Nikt nie szukał kozła ofiarnego, nie było kłótni. Razem wygrywamy, więc razem przegrywamy. To ważne.

 Mówi pan szczerze? Dało się słyszeć głosy, że atmosfera w zespole nie jest najlepsza. Że Raul Lozano na was krzyczał.

- Pierwsze słyszę. Naprawdę jesteśmy zespołem. Portugalia i Portoryko są silniejsze niż Estonia i Czarnogóra. Ale my jesteśmy jedną z najsilniejszych drużyn świata.