DANIEL PLIŃSKI
Największe odkrycie trenera Lozano...
Daniel Pliński został odkryty dużo wcześniej przez działaczy TS Stolarka Wołomin i trenera Krzysztofa Felczaka, którzy bez wahania postawili na tego młodego 19-letniego chłopaka z Pucka, jeszcze wtedy juniora. Sam trener Felczak wypowiada się o nim z sentymentem: - Była to dla mnie wielka przyjemność i szczęście, że trafiłem na takiego zawodnika, jak Daniel, z którym się doskonale współpracuje...

Długo czekał na powołanie do kadry, ale poprzednicy Raula Lozano stawiali na innych środkowych. Dopiero Argentyńczyk postanowił dać szansę Danielowi Plińskiemu, który w poprzednim sezonie był, obok Piotra Gacka, najstarszym debiutantem w reprezentacji. Początkowo zawodnik Jastrzębskiego Węgla nie mieścił się jednak nawet w podstawowej dwunastce narodowego zespołu. Ale cierpliwie czekał na swoją szansę. Dostał ją, gdy z drużyny karnie relegowany został Łukasz Kadziewicz. Pliński pojechał na mistrzostwa Europy i był jednym z największych odkryć turnieju. Teraz jest obok Kadziewicza podstawowym środkowym reprezentacji i Jastrzębskiego Węgla. (informacje ze stron klubowych KS Jastrzębskiego Węgla - obecnego klubu Daniela). Wszyscy z ogromną ciekawością śledzili grę "Pliny" w mistrzostwach. Jego silny blok powstrzymywał ataki najlepszych - Rosjan, Bułgarów, Serbów, Kanadyjczyków i innych. Do felernego meczu z Brazylią plasował się w rankingu najlepiej blokujących w granicach 1-2 miejsca. Po finale spadł na 5 pozycję najlepiej blokujących mistrzostw świata w Japonii. My jednak wiemy, że zasługiwał na więcej.
 A oto pierwsza "5" najlepiej blokujących:
1. Aleksiej Kuleszow (Rosja) 0,94 bloku punktowego na set
2. Stefan Huebner (Niemcy) 0,90
3. Ralph Bergmann (Niemcy) 0,88
4. Murray Grapentine (Kanada) 0,83
5. Daniel Pliński (Polska) 0,78

Daniel Pliński mimo zmęczenia szumem medialnym wokół swojej osoby (co wcale nie powinno nas dziwić) specjalnie dla wołomińskich Kibiców, którzy nigdy nie przestali w niego wierzyć opowiada o zmianach, jakie dokonały się w jego życiu:
Ciężar medalu jest to dla mnie wielkie szczęście, wielka radość, ponieważ nikt się nie spodziewał, że odniesiemy taki wielki sukces. Pół roku, które spędziliśmy w Spale dało efekty i wszyscy jesteśmy z tego powodu szczęśliwi, aczkolwiek zmęczeni.
Początki w Wołominie były ciężkie. Wprawdzie po pierwszym obozie uciekłem do domu, ale w porę przemyślałem wszystko i na szczęście wróciłem.

Przełomowa decyzja myślę, że decyzja o grze w Stolarce Wołomin była dla mnie przełomową w karierze. W Wołominie miałem możliwość ogrania. Trener Felczak na mnie postawił i nauczył mnie bardzo wiele. Było to dla mnie bardzo dobre rozwiązanie w stu procentach.
TS Stolarka Wołomin
Było super! Był to mój pierwszy profesjonalny klub. Mam tam bardzo dużo znajomych. I sądzę, że jest to również bardzo duży sukces dla Wołomina, bo tu właściwie się wychowałem. W Wołominie spędziłem 5 wspaniałych lat. Trenera Felczaka i Jarosława Szerszeniewskiego bardzo miło wspominam. Dużo im zawdzięczam.
Co się zmieniło?
Gram na pewno na wyższym poziomie. Chodzi mi w tym momencie o kluby, bo Jastrzębie i Sosnowiec grały zawsze o pierwszą czwórkę i o medale. A co najważniejsze, powiększyła mi się rodzina. Mam wspaniałą córkę i od ponad dwóch lat mam żonę i to jest teraz najważniejsze w moim życiu.
Najbardziej owocny okres życia...
Sądzę, że dwa ostatnie lata pracy w Jastrzębiu.
Co z plażówką?
Może kiedyś, jak znajdą się pieniądze, ale na pewno nie będę walczył o Pekin. O Pekinie myślę jedynie w kontekście hali, oczywiście jeżeli Lozano będzie na mnie stawiał. Ewentualnie Londyn, może się nad tym zastanowię. Na razie odstawiam plażówkę na dalszy plan i o niej nie myślę.
Bohater narodowy?
...(westchnienie) Nie jesteśmy żadnymi bohaterami. Zrobiliśmy to co do nas należało. Bardzo się cieszymy, ze tylu ludzi na nas liczyło i że daliśmy im tyle radości. Myślę, że trzeba powtórzyć ten wynik na Mistrzostwach Europy i na Igrzyskach Olimpijskich. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że drużyna gra równo i nie jest jedynie druga na świecie.
Dla kibiców z Wołomina
Bardzo dziękuję wszystkim kibicom z Wołomina, którzy we mnie wierzą. Mam tu wielu przyjaciół, z którymi kontaktuję się nawet kilka razy w tygodniu.

O potędze polskiego bloku jest przekonany Daniel Pliński, być może największe odkrycie trenera Raula Lozano - takie komentarze możemy przeczytać na portalu sportowym gazeta.pl
Daniel o trenerze Lozano:
Wymagający, wymagający, wymagający... Bardzo dobry warsztat szkoleniowy.

A taka jest historia - wspomnienia trenera Krzysztofa Felczaka
Pierwsze spotkanie z Danielem było po meczu w Gdańsku, gdzie dzięki trenerowi Piotrowi Kozakiewiczowi (trenerowi Koraby Puck) poznaliśmy Daniela Plińskiego i Krzysia Nowaka. Stolarka wtedy awansowała do serii B. On wtedy przyszedł do nas i razem z Krzysztofem Nowakiem wziął udział w obozie przygotowawczym. Dziwnym zbiegiem okoliczności po pierwszym obozie pojechali do domu aby odwiedzić rodzinę, ale już stamtąd nie wrócili na treningi w Stolarce. Specjalną misją został obarczony Jerzy Roszczyk, którego zadaniem było przywiezienie do Wołomina na treningi Daniela. Sądzę, że to jest ogromna zasługa Roszczyka dla dalszej kariery Plińskiego. Ponieważ na miejscu chłopcy mięli wątpliwości, udało się namówić na powrót do Wołomina jedynie Daniela Plińskiego. Później Daniel normalnie już trenował i grał, ponieważ miał zawsze bardzo duży talent do bloku, to w zasadzie był jednym z naszych podstawowych zawodników, od razu znalazł się w pierwszym składzie. Walory jego charakteru są wszędzie znane, więc nie miał żadnych problemów z aklimatyzacją. Bardzo szybko został zaakceptowany przez kolegów, jego wartość sportowa rosła. Myślę, że jego talent mu bardzo pomógł, aby się dalej rozwijać i awansować do serii A. W pierwszych sezonach jako zawodnik młodego pokolenia prezentował się nad wyraz dobrze zwłaszcza w bloku. Po odejściu ze Stolarki Daniel trafił do Polskiej Energii Sosnowiec, gdzie spędził 2 lata. W 2004 roku przeszedł do KS Jastrzębski Węgiel, gdzie trenuje do teraz. Równocześnie z karierą pucharową Daniel z zamiłowania do siatkówki rozpoczął pierwsze kroki w siatkówce plażowej, gdzie na początku grał z różnymi partnerami. Po pewnym czasie "dotarł" się z Maćkiem Olszewskim, z którym dawali ogromne nadzieje kibicom na sukcesy również na arenie międzynarodowej. Niestety tragiczna śmierć Macieja zniweczyła wszystkie plany. W kolejnych sezonach i z innymi partnerami Plina zdobywał w siatkówce plażowej najwyższe laury. Trzy lata z rzędu Daniel zdobywał mistrzostwo Polski: 2002-2003 w parze z Damianem Lisieckim w 2004 roku ze Zbigniewem Żukowskim. Po zdobyciu Mistrzostwa chciał przygotowywać się do igrzysk w Pekinie - nie spodziewał się jednak jakie życie kryje przed nim niespodzianki.
Być może czeka Daniela kariera zagraniczna. W momencie kiedy dojrzeje, przekroczy 30-stkę powróci do siatkówki plażowej. Może wystąpi już w Londynie - czas pokaże.
Przymioty Daniela
Był juniorem, który dosyć późno zaczął swoją karierę w siatkówce. Może, gdyby zaczął trochę wcześniej miałby szansę na kadrę Mazura, która przez 2 lata zbierała liczne laury (Mistrzostwo Europy i Mistrzostwo Świata). Zawsze miał bardzo dobre warunki fizyczne, bardzo dobry zasięg, smykałę do blokowania i dużo chęci do pracy. W pierwszych latach zdobywał doświadczenie ligowe, ogrywał się w ataku, zawsze był groźny w bloku. Długo nie mógł poradzić sobie z szybką grą przeciwnika, Może nie miał wielu bloków kończących, ale w klasyfikacji aktywnych bloków zawsze był wysoko. Zmiana tych bloków aktywnych na bloki kończące dokonała się dopiero u Igora Pirożnego, wtedy Daniel stał się dopiero kompletnym zawodnikiem. Tam się określił, że będzie przez najbliższe lata grał jedynie w hali. Siatkówka plażowa dała mu pewną wszechstronność, którą wykorzystuje w wielu sytuacjach i kierunkach. Dała mu różne formy zagrywek i zmysł taktyczny.

Zawsze interesował się zależnościami w grze i te zależności wychwytywał. Była to dla mnie wielka przyjemność i szczęście, że trafiłem na takiego zawodnika, jak Daniel, z którym się doskonale współpracuje, bez zbędnego szarpania się, jeśli chodzi o zasady współpracy. No może poza pierwszym okresem w klubie, kiedy był jeszcze emocjonalnie związany ze swoim środowiskiem i rodziną (buntowniczy i gniewny), nie za bardzo wiedział, w którą stronę ma pójść. Czasami kierowały nim juniorskie odruchy. Ale zawsze był to gracz pełen profesjonalizmu, który chciał w siatkarskim rzemiośle osiągnąć bardzo dużo.
Ryszard Bosek mówił o Danielu, że emanuje od niego pozytywna energia, dobra chemia, która bardzo dobrze wpływa na drużynę. Plina zawsze starał się znaleźć rozwiązanie problemu, kompromis w logiczny, zdroworozsądkowy sposób, bez zbędnych konfrontacji.

17.12.2006 / www.wiesci.wolomin.com